No szkoda czasu

Pracuje sporo (etat + mała firma w IT + samochody), ale na sport i życie raczej zawsze mam czas, umyślnie tego pilnuje.
Tylko to troche nie o to chodzi.
Coraz mniej mam ochotę iść na siłownie, bo umiem na to spojrzeć z boku. Życiowo po prostu nie ma z tego żadnych korzyści, a w ostatnich tygodniach wolę iść na rower niż machać żelazem.
2.5 roku stażu, waga 69-70 kg, jakieś 12% bf, WL 90x5, SQ 100x6, MC 130x5.
Jestem dobrze porozciągany (wg dwóch fizjo mam mobilność zawodowego sportowca), silny, sporo wiem o żarciu i o treningu, no i jakoś tam znam swoje ciało.
Te statsy wyżej mogę utrzymać przy minimalnym wysiłku. Diety pilnuje po takim czasie już podświadomie, na low carb nawet nie muszę specjalnie niczego liczyć, od 3 miesięcy jestem na siłowni 1-2 razy w tygodniu na 1-2 godziny i spokojnie utrzymuje siłę i sylwetkę.
Inwestowanie w to więcej czasu nie bardzo się opłaca. Jak jestem na siłowni częściej to mogę więcej wpierdalać i tyle

Wychodzenie z ciężarami dalej to proszenie się o problemy, za każdym razem tak było, a na typowo kulturystyczny trening jakoś nie mam specjalnej ochoty, sylwetka u mnie nie jest na pierwszym miejscu.
Trenowałbym chętnie olimpijskie podnoszenie ciężarów albo gimnastykę (marzenie), ale trzeba się dopasować do sztywnego grafika w klubie i troche mi się nie chce tego robić

Jeszcze mam pomysł z kalisteniką, może spróbuje niedługo.
Teraz jeszcze od 2 miesięcy dziewczyna zabiera mi sporo czasu, szczerze mówiąc to troche dziwie się, że nie zrobiła się przy niej ze mnie spasina świnia ze względu na to jak spędzamy wieczory (

), ale no regrets.
Musze się chyba nauczyć krótsze posty pisać.