Coraz czesciej wchodzac do tego tematu zastanawiam sie nad tym ile w tym waszym bodybuildingu jest przyjemnosci, a ile jakichś chorych ambicji i wmawiania sobie "no jestem natural".
Sam zaczalem sobie trzymac diete i biegam od czasu do czasu dla przyjemniosci. Zamierzam pojsc na silke po sesji, ale nie wyobrazam sobie wpierdalania kilograma bialka, jebanych przedtreningowek, potreningowek, podczastreningowek i innych specyfikow ladowanych prosto do ryja.
Czy poważnie, zeby czuc sile/chec do treningu musicie wpierdalac sloik kofeiny, bo inaczej wam sie nie chce/nie macie sily? Co chwile w tym temacie jest pierdolenie NO JA JEM SIEDEM I POL GRAMA BIALKA A POZOSTALE POL LADUJE POD NAPLETA, na co drugi mu odpowie NIE NIE JANUSZ JA TUTAJ MAM METODE ZE SZESC I TRZY CZWARTE GRAMA BIALKA, A RESZTE ROZDIELAM MIEDZY USZY A NAPLETA WLASNIE. Czy poważnie waszym zdaniem zeby dobrze wygladac nie wystarcza tylko w miare normalnie sie odzywiac i trenowac bez zadnej pizdy na rozruch?
inb4 guwnoburza
e: i nie jest to atak na wasze hobby, tylko takie pytanie czy nie za daleko to sie posuwa.
This post was edited by RividWaclawek on Jun 26 2015 07:12am