Quote
W niedzielę 30 maja 1999 roku, przed godziną 20.00 Józef i Witold († 52 l.) szykowali się do spania, ale do pokoju wszedł Władysław. Wywabił ojca do piwnicy pod błahym pretekstem. Tam doszło do jednej z najbrutalniejszych zbrodni w historii polskiej kryminalistyki. Władysław najpierw poraził ojca paralizatorem, następnie zaczął zadawać rany przygotowanym wcześniej szpikulcem. Ciosy zadawał w okolice karku i serca. Nieżywego ojca powiesił za nogi do kraty piwnicznego okna, szpadlem odciął mu głowę.
– Ściągnął skórę wraz z włosami z czaszki, natarł od wewnątrz solą. Głowę pozbawioną skóry wyrzucił pod balkon w chwasty. Zszył skórę na kształt maski, wykleił plastrami, sobie wygolił włosy z przodu i boku głowy, po czym nałożył maskę. Te czynności zajęły mu prawie całą noc. Włożył na siebie ojca ubranie, głowę przykrył kapeluszem i owinął się szalikiem, starał się naśladować chód ojca. Chciał się przekonać, czy rozpozna go niedowidzący dziadek – opisywali szczegóły zbrodni śledczy.
W takim makabrycznym przebraniu Władysław podszedł do drogi, ukłonił się przechodzącemu sąsiadowi. Ten dopiero po ujawnieniu zbrodni zorientował się, że rozmawiał z przebranym mordercą. Potem zobaczył się z dziadkiem. Władysława początkowo bawiło to, że ani sąsiad, ani dziadek go nie rozpoznali. Zjadł jeszcze z dziadkiem śniadanie, cały czas udając swojego ojca, a potem się przespał. Józefowi W. zapaliła się czerwona lampka. Nie podobał mu się głos "syna", nigdzie też nie widział wnuka. Chwilę później odkrył w piwnicy zwłoki syna. Ukrywając emocje poszedł do sąsiadów by zawiadomić policję. W tym czasie jego wnuk uciekł. W listopadzie 2001 roku Sąd Okręgowy w Krakowie skazał Władysława W. na karę 25 lat pozbawienia wolności. Jak podkreślali sędziowie: "Ojcobójca działał z premedytacją, z wielkim okrucieństwem, a zbrodniczego czynu dokonał z zemsty, czyli z niskich pobudek i motywów zasługujących na szczególne potępienie". Od 2003 roku odbywa karę w Rosji, na swoją prośbę.
Dziadzia sprankowany szkoda ze nie bylo reakcji na jutubie