Odnośnie tych Niemiec i Nord Stream2.
O nordstream2 zaczęło być głośno w 2015, kiedy platforma kończyła rządy.
Pani Kopacz, ówczesna premier, obiecała Polakom, że ona jako polski premier nie dopuści u Niemców zablokowanie Nord Stream2.
Niestety zaraz potem były wybory, wygrał PiS i PiS zaczął robić swoje, tzn odwrócił się plecami od rozmów z Niemcami, zamiast tego zaczął głośno tupać nóżkami i przedstawiać dzisiejszych Niemców jako nazistów.
Niestety Niemcy się nie przejęli tym tupaniem, stwierdzili ze skoro PiS ma rozmowy w dupie to oni sobie będą spokojnie budować nord stream2.
W polityce trzeba rozmawiać i negocjować, jeśli chcemy jako Polacy żeby Niemcy zrezygnowali z części pieniędzy które zarobiliby na nordstream2 to trzeba albo ich przekonać albo dać coś w zamian. Takim czymś w zamian mogłoby być przyjęcie tych 5 tys imigrantów o które PiS robił awanturę - taka ilość to nic dla naszego kraju, a coś tam można było ugrać.
No ale PiS wiadomo - woli tupać nóżką i się głośno oburzać.
Doceniam to co napisał chat w Twoim poście: "co przez przeciwników jest odbierane jako służalczość" - no oczywiście że przeciwnicy platformy będą oskarżać ją o służalczość, przecież na tym polega ich pomysł polityczny:.zniechęcić Polaków do Niemców, dzięki czemu będzie można wyprowadzić pewnego dnia Polskę z Unii. Taki jest master plan PiSu, czekają tylko aż w końcu uda im się uzyskać poparcie społeczne do wyjścia z Unii.
Alternatywnie dla PiSu Unia może się też sama rozpierdolić, to tym lepiej dla nich, w tym kierunku też działają.
1. PO a Nord Stream 2
Faktycznie, temat Nord Stream 2 mocno wybrzmiał w przestrzeni publicznej w latach 2015–2016, choć sam projekt był planowany już od 2011 roku, a decyzje polityczne w Niemczech i Rosji zapadały znacznie wcześniej. Rząd Ewy Kopacz (PO) faktycznie był przeciwko budowie NS2, ale Polska nie miała praktycznie żadnych narzędzi, by "zablokować" ten projekt na poziomie UE – nie była stroną tego przedsięwzięcia, a decydujący głos mieli Niemcy, Rosja i firmy międzynarodowe.
2. Obietnice Ewy Kopacz
Pani Kopacz rzeczywiście zapowiadała walkę z projektem Nord Stream 2. Jednak jej realny wpływ na decyzje Berlina był ograniczony. Można wręcz zaryzykować tezę, że była to wypowiedź bardziej na użytek krajowej opinii publicznej niż realna groźba dla Niemców. Polska nie miała wówczas narzędzi blokujących, nie zbudowała też koalicji przeciwko temu projektowi.
3. Zmiana władzy – polityka PiS
Po przejęciu władzy przez PiS rzeczywiście nastąpiło pogorszenie relacji z Niemcami i większa konfrontacja w retoryce, co osłabiło pozycję negocjacyjną Polski na arenie międzynarodowej. PiS krytykował Berlin za NS2 i prowadził bardziej "wojowniczą" politykę, co było kontynuacją linii retorycznej sprzeciwiającej się dominacji niemieckiej w UE.
4. Argument o imigrantach
Pojawia się teza, że Polska mogłaby "wymienić" swoje stanowisko ws. imigrantów na rezygnację Niemiec z Nord Stream 2. To uproszczenie – projekt NS2 był dla Niemiec i Rosji wielokrotnie ważniejszy gospodarczo niż kwestia relokacji kilku tysięcy uchodźców. Decyzje wokół NS2 zapadały na znacznie wyższym poziomie interesów państwowych i korporacyjnych, gdzie kwestie uchodźców miały znikome znaczenie.
5. Negocjacje i dyplomacja
To prawda, że w polityce warto negocjować, szukać kompromisów, budować sojusze, a nie tylko tupnąć nogą. Jednak w przypadku NS2 cała Europa Środkowa (Polska, kraje bałtyckie, Ukraina) była raczej zepchnięta na margines i nie miała realnego wpływu na decyzje Berlina i Moskwy. Nawet gdyby rząd PO próbował negocjować "bardziej miękko", prawdopodobnie nie zmieniłoby to stanowiska Niemiec.
6. Polska w roli ofiary
Warto też pamiętać, że zarówno PO, jak i PiS były przeciwne NS2, tylko miały inną narrację – PO bardziej dyplomatyczną, PiS bardziej konfrontacyjną. Realnie – nasze możliwości wpływania na Berlin były bardzo ograniczone.