W LA byłem przed sezonem i trochę mnie rozczarowało. Bardzo nie chciałem spać w centrum, aby nie wjebać się w korki, wziąłem booking 15min z buta od centrum. Żałowałem. Wiesz, LA, to nie Detroit, że bezdomni zamarzają podczas zimy dlatego jest tam ich od skurwysyna. Samo LA spoko chociaż Hollywood zrobiło na mnie wrażenie. Potem pojechałem do Las Vegas, zajebisty klimat. Mocno polecam koncert w Sphere i drina u góry w Strat. Po LV masz Wielki Kanion, Kanion Antylopy, i jeszcze killa atrakcji (od razu za LV masz zaporę Hoovera).
Floryda to mój 14 stan, ale te środkowe stany są lekko pogardliwie zwane "Flyover states", i w sumie trochę tak jest. Pozytywnie zaskoczyło mnie Nashville (wieczorem) oraz Cincinatti. Miałem jechać nad Niagarę ale pogoda była chujowa, to samo w NYC, ale posiedziałem tam 5dni.
Siedzę w Miami na South Beach i ludzie mówią, że jest przed sezonem - dla mnie bomba. 30stopni, nie aż tak ultra dużo ludzi, a ocean ma 26stopni!
Rejs na Bahama niestety przespałem, ale jutro biorę cabrio i jadę na Key West. Jak będziesz w środku lata, to temperatury są tutaj wysokie. Dodatkowo mają wszędzie rozjebaną klimę jak Antarktyda i wszędzie walą lód do napojów. Dla mnie trip życia. Trochę tylko stękałem, że sam jebnąłem 5750km za kółkiem ale dałem radę.
Kurwa, trzebabylo pisac to zmienialibysmy sie za kolkiem

Brzmi spoko. Ja mam w glowie i gdzies w notesie troche inny plan z uzyciem LV jako taki punkt wypadowy i zobaczenie jak najwiecej w “okolicy” bo chcialbym zobaczyc powiedzmy od Grand Canyon do samego wybrzeza. Myslalem tez zeby polaczyc to ze zwiedzeniem calego wybrzeza od Tijuany do Vancouver