Zwycięzca wyborów w Rumunii, Călin Georgescu, został właśnie zatrzymany przez służby. Wcześniej wybory po prostu UNIEWAŻNIONO, bo wyniki nie pasowały eurokratom. To nie demokracja – to pokaz siły. Unia Europejska stała się tym, czym był Związek Radziecki: kto nie tańczy, jak zagrają, ten ląduje na politycznym śmietniku albo w celi.
I jeszcze te skowyty brukselskich elit, gdy wiceprezydent USA powiedział im kilka słów prawdy. Boją się, że ktoś w końcu nazwie rzeczy po imieniu? Że coraz więcej ludzi widzi, iż to nie żadna „wspólnota wartości”, tylko narzędzie do utrzymywania władzy nad narodami?
Rumunia to poligon. Dziś tam unieważniają wybory i aresztują polityków, jutro zrobią to gdzie indziej. Jeśli pozwolimy, by ten nowy totalitaryzm się umacniał, niedługo wszyscy obudzimy się w Unii, która różni się od ZSRR tylko nową flagą i bardziej rozwiniętą propagandą.
demokracja w Rumunii skończyła się na Codreanu.
Mam zdjęcie mojego śp. przyjaciela w trumnie, które u mnie wisi w przedpokoju. Przypomina mi Codreanu.
Jego cytat (po ang):
" Democracy is incapable of perseverance. Since it is shared by political parties that rule for one, two, or three years, it is unable to conceive and carry out plans of longer duration. One party annuls the plans and efforts of the other. What is conceived and built by one party today is destroyed by another tomorrow. In a country in which much has to be built, in which building is indeed the primary historical requirement, this disadvantage of democracy constitutes a true danger. It is a situation similar to that which prevails in an establishment where masters are changed every year, each new master bringing in his own plans, ruining what was done by some, and starting new things, which will in turn be destroyed by tomorrow's masters. "