czy to prawda ze partyzanci kradli schomikowane jedzenie przymierajacym glodem litewskim wioskom az do momentu kiedy nie nacieli sie na cala dywizje NKVD ktora ich zwyczajnie rozstrzelala? :unsure:
Piotr Zwolak „Junior”, który służył w oddziale Hieronima Dekutowskiego „Zapory”, pisał:
"Byliśmy głodni, a trafiła nam się uboga kwatera. Gospodarz mówi, że tam dalej jest bogaty dom. Zostałem wydelegowany przez kolegów, aby postarać się o coś do jedzenia. (…)
Wszedłem do dużej, schludnej izby pełnej zapachu świeżo upieczonego ciasta. Było poukładane na kanapie i przykryte czystym obrusem. Na półkach garnki z mlekiem i śmietaną.
Właścicielami tych smakołyków okazało się starsze małżeństwo, które jednak ani myślało po dobroci dzielić się z partyzantami. Twierdzili, że „sami nie mają za dużo”. To do żywego oburzyło „Juniora”.
Podchodzę do kanapy i odkrywam prześcieradło. Aż mi ślinka poszła na widok pierogów, strucli, bułek. Klnę pod nosem. — My się poniewieramy, aby takiego chama komuniści nie zapędzili do kołchozu, a on żałuje nam chleba i mleka. Przecież wie, kim
jesteśmy(..)"
Po tym jak Zwolak wrócił z pustymi rękoma koledzy z oddziału wyśmiali jego uprzejmość i postanowili pokazać mu jak się to robi.
"Tym razem bierzemy dwie kobiałki, prześcieradło i we czterech idziemy do tej samej chaty. W domu nic się nie zmieniło. Patrzą tylko wrogo. (…) jest kiełbasa, boczek, a nawet bańka po mleku pełna bimbru.
Ładujemy wszystko do naszych koszy. Baba lamentuje a chłop próbuje coś wytargować. Proszą teraz, aby im coś zostawić. Dostał więc lufą pistoletu w łeb i od razu się uspokoił. Dodatkowo zabieramy dwa garnki zsiadłego mleka i garnek śmietany."