A nie lepiej napić się dobrego bimberku niż to gówno ze sklepu?
Bo w 2007 były inne alkohole
Owszem, były. Jak zaczynałem w 2007 roku moją pierwszą pracę, czyli pracę w sklepie gdzie stałem na stoisku alkoholowym, to najsłabsze (kolorowe) wódki miały po 38%.
Później te procenty spadły do 36% i już wtedy ludzie-degustatorzy narzekali, że to nie wóda, a nalewka lub właśnie likiery.
W tym momencie te kolorowe napitki mają po 26-28 procenta i są to przysłowiowe alkohole dla dziewic, przedszkolaków lub zniewieściałych chłopców w rurkach (z tej listy wykluczam Fafnirzycę, bo to swój chłop z jajami, który lubi zaprawiać się likierami).