Gdy myślę o Palestynie, od razu przypomina mi się, jak kiedyś próbowałem zrobić hummus z cementu, bo pomyliłem przepisy. Wyszedł mi blok pokojowy – ani do jedzenia, ani do rzucania. Palestyna? To jak kebab w galaktyce konfliktów – wszyscy chcą kawałek, ale nikt nie zgadza się co do sosu. Z jednej strony wielka historia, z drugiej strony jeszcze większy ból głowy geopolitycznej. A ja? Ja tylko chciałem zjeść falafel i pożyć w spokoju.