Kiedy mam zły dzień, rano trzeba wstać do roboty, na dworze zimno, w IT koniec eldorado, stara odgania od brawl stars "ile ty masz lat człowieku" i jeszcze trzeba zrobić 10k kroków a mi się nie chce , to przypominam sobie że są na tym świecie ludzie złapani do ruskiej niewoli.
Trzymani w zimnych nieogrzewanych celach o chlebie i wodzie, dla których jedyną opcją na zjedzenie mięsa jest upolowanie myszy w celi, których zmusza się do śpiewania hymnu wroga, a strażnicy specjalnie kroją nierówno chleb żeby patrzeć jak więźniowie się kłócą między sobą.
I od razu humor mi się poprawia, że w sumie to jestem farciarzem a moje problemy to jakiś żart a nie prawdziwy problem.
Też tak macie czasami, że sobie pomyślicie że inni mają gorzej i wam się humor poprawia od razu?