Tak więc luty się skończył to wrzucam tradycyjne zestawienie wybranych przeze mnie pozycji. Tym razem podzieliłem jednak listę na dwie części z racji tego, że ostatnio troche nadrabiam tematyki horrorów - mniej lub bardziej znanych, tych dobrych i tych slabych.
Lista "zmixowanych" gatunków:
Sens życia wg Monty Pythona - 5/10. Pierwsza pozycja z góry i przyznam się szczerze, że jednak zawód. O ile mam duży zakres tolerancji do abstrakcyjnego humoru tych panów, a Braiana i Graal uważam za mistrzostwo świata o tyle, Sens momentami był dla mnie zbyt abstrakcyjny. Mimo tego pare momentów nadal mnie zachwycało.
Deja Vu - 5/10. Całkowicie mi nie podszedł. Zdecydowanie przekombinowane zakończenie, nie wspominając już o całym zarysie fabularnym.
Okno na podwórze - 5/10. Kolejny z klasyków tym razem od AH i tutaj również zawód. O ile fabuła ciekawa (aczkolwiek strasznie przewidywalna na dzisiejsze czasy), gra aktorska również bardzo dobra (wybitna Grace Kelly) o tyle film mi się dłużył strasznie (nie pierwszy raz zresztą mi się to ostatnio trafia).
Oz: The Great and Powerful - 6/10. Tutaj kolejne zaskoczenie, bo nie spodziewalem sie praktycznie niczego, a jednak dostałem miłą bajkę na dobranoc. Fenomenalne arcydzieło to nie jest, ale miło się ogląda, efekty cieszą oko, a i Franco pokazuje kolejny raz, że nawet z tak miałkiej roli jest w stanie wycisnąć wiele.
Jacakass: Bad grandpa - 5/10. Najsłabszy film z tej listy i chyba najsłabszy jaki widziałem z zeszłego roku. Pare scen spoko (jak ta w klubie czy wyjebanie sie przez witryne), reszta słabizna. Nie ten poziom co zawsze.
Kołysanka - 6/10. Określenie czarna komedia idealnie pasuje, bo płakać na tym filmie ze śmiechu mi się nie chciało, ale pomysł na plus i fajnie się to oglądało.
I trzy najlepsze pozycje:
Unforgiven - 6/10. Od razu przyznam, że nie jestem fanem westernów, które mnie momentami nurzą, ale tutaj wypadło bardzo dobrze. Element psychologiczny całkiem fajny, a i aktorsko rewelacyjnie.
Europa Report - 7/10. Jeden z lepszych SF, które ostatnio widziałem, aczkolwiek wielu ludzi może nie przypaść do gustu ze względu na to, że nie jest to klasyczny film akcji - sf. Mimo wszystko dla mnie bardzo dobra pozycja
The Great Gatsby - 7/10. Tutaj również nie trzeba się chyba za bardzo rozpisywać. Jak na melodramat oglądało się go rewelacyjnie. Mocno aktorsko, fajnie scenograficznie i dobrze muzycznie. Te 2h+ mignelo mi jak z palca strzelił. Fabuła też mnie przekonała (może sięgne po ksiazke)
Droga bez poworotu 3: Zostawieni na śmierć, Droga bez powrotu 5: Krwawe granice - 3/10, 2/10. Smutno patrzeć, jak po dobrej pierwszej części z każdą kolejną cykl ten stacza się w dół. Nie wiem czy wiele niżej już upadnie, ale jeśli taki będzie progress to pewnie jeszcze trochę pospada. Generalnie film nawet momentami nie straszy, bo jak ma straszyć kiedy mordercami są wiecznie chichoczące mutanty, które z każdą kolejną pułapką czy torturą wydają się co raz to załośniejsze. Generalnie następnym częściom nie wróże już niczego i mam nadzieje, że jednak ich nie zrobią.
Węże w samolocie - 3/10. Kolejny "rarytas". Nudny, długi, z chujowymi efektami. Niech mi ktoś powie co tam robil Samuel L.J?
Hannibal Rising - 5/10. Już na wstępie miałem podejście na "nie" ze względu na odgrzewanie starych kotletów, więc cieżko będzie mi być tutaj obiektywnym. Generalnie fabuła średniawa, nic jakoś mnie w tym filmie nie zauroczyło. Taki, żeby tylko go zobaczyć i zapomnieć.
Ostatni dom po lewej (1972) - 5/10. Jeden z klasyków, które nie przetrwały raczej próby czasu. To co kiedyś mogło straszyć i szokować teraz wydaje się aż śmieszne. Wszystkie czarne charaktery z tego filmu są bardziej śmieszne niż groźne niestety. No i rodzice też z lekka śmieszni, szczególnie mamuśka na spacerze z jednym z morderców. Generalnie nowa wersja wypada lepiej na tle pierwowzoru.
Pluje na twój grób (1978) -6/10. Tutaj podobnie jak w powyższym poście czas odcisnął na filmie piętno. Wypada troche lepiej, ale mimo wszystko widać, że to gore z lat 70, a nie współczesne.
Devil - 6/10. Tym razem pozytywne zaskoczenie. Zdecydowałem się zobaczyć film pomimo wielu negatywnych opinii tymczasem zaskoczył mnie takim powiewem świeżości. Może nie ma wartkiej akcji, nie jest jakiś wybitnie straszny, ale wydawał mi się ciekawy.
Fallen - 6/10. Nie podszedł mi w ogóle. Przynudzał i tylko zakończenie i rola Denzela uratowała mu ocenę.
Hellraiser IV: Dziedzictwo Krwi - 6/10. Najsłabsza część z całej serii jaką do tej pory widziałem.
No i standardowo trzy najmocniejsze pozycje:
Paranormal Activity - 7/10. Spodobał mi się ze względu na ten kameralny klimat jaki tworzą te amatorskie kamery. Nie było "przesadyzmu" z wywoływaniem grozy, niestworzonymi historiami etc dlatego całość wyszła dość realistycznie.
Silent Hill - 7/10. Nie będę udawał, że jestem jakimś wielkim fanem gry, bo grałem w nią tylko na moim PSX jako dzieciak i za cholere nic z niej nie pamiętam więc ciężko mi ten film ocenić z perspektywy gry. Natomiast jak sam horror wypadł w moich oczach bardzo dobrze. Fajny klimat, fajne efekty i mocne zakończenie. Myśle, że jeden z lepszy jakie widziałem.
Teksańska Masakra piłą meczaniczną (1974) - 7/10. Na ostatniej pozycji natomiast absolutny numer jeden z całej tej listy. W przeciwieństwie do "Ostatniego domu..." i "Pluje..." film pomimo upływu lat wydaje się nadal kawałkiem dobrego kina. Ten duszny klimat, wiele niedpowiedzeń przy scenach mordu i ogólnie czarne charaktery wypadają zajebiście nawet teraz. Wyborny film. Polecam każdemu kto jeszcze nie widział.