Krótka lista ostatnio oglądanych.
The Amazing Spider-Man - 6/10. Przyjemna rozrywka, nic więcej. Chyba jednak bardziej do gustu przypadła mi poprzednie wcielenie człowieka pająka.
Byzantium - 5/10. Po film sięgnąłem ze względu na przychylne recenzje, w którymś z noworocznych rankingów filmowych. Zachwalano go jako jeden z lepszych horrorów, tymczasem znowu ogladałem miałki film o wampirach (nie tak pedalskich jak w Zmierzchu), które skóre ofiar przebijają paznokciami. Cały obraz uratowała jedynie drugoplanowa historia.
Psychoza - 7/10. Wstyd się przyznać, ze dopiero teraz zabrałem się za taki klasyk. Film jak na tamte lata musiał być faktycznie sporym wydarzeniem, niestety w dzisiejszych czasach już taki nie jest i nie będzie. Mimo wszystko AH wykonał kawał ponadczasowej roboty i przyjemnie się go ogląda.
District 9 - 7/10. Wielki plus za pomysł z przedstawieniem społeczeństwa obcych w taki sposób. Reszta niestety już jakby znana. Bez charakteru jak dla mnie.
Big Fish - 7/10. Przyjemna bajeczka.
This is England - 7/10. Kawał dobrego dramatu i dość ciekawe spojrzenie na subkulture skinów. Do tego kolejna już fantastyczna rola Stephena Grahama.
Lśnienie - 8/10. Wreszcie na spokojnie ogarnałęm całość od początku do końca i jak zawsze Stanley Kubrick nie zawiódł. Nie czytałem niestety książki, ale jak dla mnie film może aspirować do jednego z najlepszych horrorów w historii.
Final Destination 3 - 5/10, The Final Destination - 4/10, Final Destination 5 - 5/10. Chyba wiadomo czego się po tych filmach spodziewać. Z całej trójki największy plus to chyba zakończenie serii, dość ciekawe musze przyznać.
Man of Steel - 6/10. Niesamowicie ciężko ostatnio idzie mi ocenianie filmów o superbohaterach ze względu na cisnące się porównania do Nolanowsich Batmanów. Dość konkretna rozrywka, dobre efekty, ale jednak nic mnie pewnie już tak nie wkręci jak trylogia Nolana niestety.
Purge - 5/10. Bardzo fajny pomysł, niestety koncertowo spierdolony przez twórców, którzy nie mogli się chyba zdecydować na jeden z wariantów - obraz psychologiczny, lub pójście w typowe gore. Wybrali coś pomiędzy i niestety film stał się nudno - nijaki. Wielka szkoda.
I osobno wyszczególnione filmy, które zwróciły moją uwagę w największym stopniu.
Machete Kills - 7/10. Rodriguez wraca z Maczętą i robi to w sposób rewelacyjny. Podobnie jak w pierwszej części mięso lata po ekranie jak trzeba, na ekranie mamy doborową plejadę supergwiazd, a Trejo jest chyba jeszcze lepszy niż w jedynce. Jeśli zajawki z początku i końca będą faktycznie kontynuacją to szykuje się chyba jeszcze większy ubaw w trzeciej części. Niecierpliwie czekam.
The Wolf of Wall Street - 7/10. Bardzo, bardzo solidny. Kapitalne role praktycznie wszystkich aktorów, nawet mini-epizod Matthew McConaughey'a zapada w pamięć, a Di Caprio znowu w najwyższej formie. Historia oczywiście interesująca, z śmiesznymi momentami i bliskimi mi tematami. Mógłbym w sumie jeszcze pewnie ten film zachwalać przez jakiś czas, tyle tylko że jest jedno "ale". Jeśli z głównych bohaterów i wątek zastąpilibyśmy mafiozami to... oczywiście dostaniemy Kasyno. Te filmy są bliźniacze, żeby nie powiedzieć, że identyczne czy takie same. Sposób narracji, poszczególne kreacje (przecież Margot Robbie to wypisz, wymaluj Stone z Kasyna), a nawet główny wątek (przypadkowa wtopa, która ciągnie na dół cały tłum) są takie same. I to wg mnie jest gwóźdź do trumny, który czyni ten film dobrym, a nie genialnym.
Rush - 9/10. Największym zaskoczeniem jest dla mnie "Wyścig". Film pożyczyłem ze względu na wiele "ochów i achów" na poszczególnych stronach i zostałem wbity w krzesło. Na tyle mocno, że ciągle trudno mi rozróżnić poszczególne elementy filmu. Znamienne jest to, że pierwszy raz widze film z Hemsworthem, w którym nie zalewa mnie krew na sam widok sztucznej gry tego typa (o dziwo podobnie miałem z Wahlbergiem aż do momentu "Pain and Gain" w tym roku). Jeszcze lepiej wypada Daniel Brühl w roli Laudy. Nie trzeba chyba chwalić muzyki, jeśli odpowiada za nią Zimmer. Do tego najważniejsze co przejawia się w tym filmie - aspekt psychologiczny i ukazanie jak wyglądała i jak postrzegali swoją rywalizację główni bohaterowie. Całość uzupełniona fajnymi scenami wyścigów i drugim planem, który przyjemnie się ogląda, bo jak tu nie wzdychac do Wilde? Generalnie fanem F1 nie jestem, ale film ten pochłonął mnie do reszty i jest chyba najlepszą pozycją z 2013 roku, którą do tej pory widziałem.