Nie zdałem praktycznego.

Teoria bezbłędnie, praktyczny zaczynał się ok, obsługa, łuk i ruszanie z ręcznego było w porządku. Wyjechałem na miasto no i chuj, za późno sobie uświadomiłem, że nie włączyłem świateł, więc mnie już wtedy ulał. Powiedział, że mogę kontynuować jazdę, no ale to już mojego wyniku nie zmieni. Kontynuowałem. Przy skręcie w prawo nie zredukowałem dostatecznie prędkości i za późno zacząłem kręcić, gdyby egzaminator nie zahamował wyjechałbym na podwójną ciągłą i wpieprzył się w inne auto.
Ale plan minimalny i tak wykonałem, cuz chciałem zdać teorię i wyjechać z placu manewrowego. Jednak jestem na siebie zły, że przez taką pierdołę jak światła nie zdałem.