Wrocilem z Hobbita. Zaczne moze od tego, ze ksiazke przeczytalem kilka ladnych lat temu, wiec nie bylem w stanie ocenic ekranizacji pod pelnym katem fabularnym. Inna sprawa jest fakt, ze przeczytałem wiecej ksiazek i zobaczylem wiecej filmow z tematyki fantasy niz 95% userow tego tematu i musze przyznac, ze jakby tej fabuly nie "skrzywili" to film jest w swoim gatunku wybitny. Na tyle dobry, ze mozna go wymieniac zaraz po LoTR i moim zdaniem nie ustepuje mu az tak bardzo, jest minimalnie slabszy. W calosci spelnil moje oczekiwania, nie dluzyl sie, pare razy sie zasmialem. Taki Hobbit jakiego zapamietalem w jakis sposob z ksiazki.
Inna sprawa jest fakt, ze patrze na niego przez pryzmat wszystkich filmow fantasy i w tym kontekscie go oceniam. Bo prawda jest taka, ze akurat ten gatunek w filmie jest najgorzej rozwiniety. Najmniej ciekawych tytulow, ktore mozna w pelni uznac za udane. I co by tu nie pisac Jackson, z pomoca Tolkiena, zaserwowal nam do tej pory 4 filmy z tego gatunku, ktore dzieli przepasc nad reszta. Tyle w temacie.
Z tamtego roku zostalo mi jeszcze do zobaczenia Django. Aktualnie natomiast najlepsze tytuly:
TDKR > Hobbit > Prometeusz > Lawless > Deadfall
Skonczylem jeszcze dzisiaj rano nowego Residenta. Tutaj wszyscy mieli racje. Slaby jak skurwysyn, jakos tak bez pomyslu sie ta czesc wydawala. Caly film ratuje urok Milli
