Pani nauczycielka uczy liczebników i pyta na lekcji dzieci ile arbuzów uniosłyby na raz.
Pierwsza zgłosiła się Małgosia i powiedziała, że uniosłaby jeden.
- A dlaczego jeden? - pyta nauczycielka
- No, wzięłabym go na dwie rączki, bo jest bardzo ciężki.
Drugi zgłosił się Kazio:
- A ja uniósłbym dwa.
- A dlaczego dwa?
- No jednego pod jedną rękę, drugiego pod drugą rękę.
W tym momencie zgłasza się Bartek:
- A ja proszę Pani uniósłbym trzy arbuzy.
- Trzy? A jak uniósłbyś trzy duże arbuzy - pyta zaciekawiona nauczycielka.
- No, jednego pod jedną rękę, drugiego pod drugą rękę, a trzeciego nabiłbym sobie na bolca.
- Bartek! Jak ty mówisz marsz natychmiast do kąta. To po prostu skandal.
Pani chce już dalej prowadzić lekcję, ale widzi, że Jasio podskakuje na swoim krześle i chce coś powiedzieć.
- Proszę Pani, a ja to uniósłbym pięć arbuzów.
- Pięć? To niemożliwe, jak chcesz to zrobić.
- Jednego pod jedną rękę, drugiego pod drugą, a na bolca nabiłbym sobie Bartka.