Nie wiem czy to jakiś artykuł czy to zwykły komentarz ale celnie opisuje cały problem. O dziwo znaleziony przez przypadek na onecie (!)
Quote
Za kilka dni strach będzie otworzyć lodówkę, bo wyskoczy Wam z niej nie kto inny, jak warszawska Legia. Jest o niej bowiem wszystko i wszędzie. I powoli może się zbierać na wymioty. Tym bardziej, że zgodzicie się zapewne z jednym dość niezaprzeczalnym faktem. Gdyby podobny błąd przytrafił się jakiemukolwiek innemu polskiemu klubowi, byłby w mediach wyszydzony i zmieszany z błotem. Jako że przytrafiło się to legionistom - temat jacy to oni są biedni, wałkowany będzie jeszcze przez miesiąc, a potem przez kolejne lata.
W związku zaś z tym, że Legia bije w Celtic listami, apelując o honorowe załatwienie sprawy, więc i my wskoczymy do tej lodówki i dorzucimy swoje.
Zanim to się jednak stanie i żeby nie było jakichkolwiek wątpliwości przyznajemy wszem i wobec - Legia Warszawa w pełni zasłużenie awansowała do IV rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów! W pełni! Szkockim Celtikiem wytarła podłogę. 6-1 w dwumeczu nie pozostawia jakichkolwiek (!) złudzeń, która drużyna była lepsza. Lepsza na boisku.
Organizacyjnie legioniści, uchodzący i stawiani innym w naszym kraju za wzór, okazali się natomiast kompletnymi amatorami. A amatorzy mogą grać w rozgrywkach osiedlowych, a nie o potężne pieniądze.
Wpisano Bartosza Bereszyńskiego na listę przed meczami z Irlandczykami? Wpisano! A że nie mógł grać, więc chciano być sprytniejszym od wszystkich i go wykreślono. Nie zagrał w II rundzie kwalifikacji LM oraz w pierwszym meczu z Celtikiem? Oczywiście, że nie zagrał, bo miał pauzować w trzech spotkaniach, ale tę procedurę złamano! Miał nie tylko nie grać, miał być wśród zgłoszonych zawodników. Gdy więc Bereszyński zjawił się w kadrze meczowej w rewanżu sprawa była od razu przegrana. I to już nawet nie ma znaczenia, że potem wszedł na boisko. Nie musiał, wystarczyło że pojawił się w Edynburgu jako piłkarz, bo nie miał takiego prawa! Był bowiem zawieszony i mógł co najwyżej oglądać popisy swoich kolegów w telewizji. Teraz w niej dalsze kwalifikacje Ligi Mistrzów oglądać będzie cała stołeczna brać.
I jest to frajerstwo największe z możliwych, czy się to komuś podoba czy nie!
Podobnie jak i to, że teraz Legia uderza w duch fair play, uderza w wielkie tony oraz śmiesznie apeluje do Celtiku. Śmiesznie, bo Szkoci mogą tylko skakać do góry z radości, że ich rywal okazał się aż tak niekompetentny. Przegrali Szkoci na boisku? Oczywiście, że tak i to w sposób bezdyskusyjny, ale w Warszawie pokpiono sprawę, bo klub piłkarski to nie tylko meczowa 18-tka i gość nimi kierujący. To wszystko inne dookoła, w tym papiery. A te muszą być w idealnym stanie!
I pamiętajcie - łańcuch zawsze jest na tyle silny, na ile silne jest jego najsłabsze ogniwo. Legijny pękł w Edynburgu i się rozsypał.
Jeśli mimo to w Warszawie myślą, że Celtic odda im teraz miejsce w kwalifikacjach Ligi Mistrzów, to można się tylko z tego śmiać. Prezesi Leśnodorski i Mioduski mogą zwołać nawet i 100 konferencji prasowych oraz mogą wysłać z 200 listów. Szkoci podobnie jak i wspomnieni panowie z ulicy Łazienkowskiej robią wszystko dla kasy. Piłka na tym poziomie to biznes i panowie z Legii doskonale o tym wiedzą. Uderzanie więc w klub z Glasgow oraz w Komisję UEFA jest w tym momencie zachowaniem płaczliwym i mało poważnym! Tak zwyczajnie, bo skoro samemu popełniło się błąd, to teraz trzeba za niego zapłacić. Doszukiwanie się spiskowej teorii oraz tego, że potraktowano nas źle, bo nie jesteśmy "wielcy" może i ma drugie dno, ale przepisy mówią o tym co się stało dobitnie. Dała Legia podstawy do tego, żeby z gry wylecieć? Ależ oczywiście, że dała. Dlatego wyleciała i nie jeden zaciera teraz ręce z radości.
Warto też zwrócić uwagę na fakt, ze Legia nie popełniła bynajmniej "małego błędu administracyjnego", jak próbuje wmówić wszystkim Leśnodorski. Popełniła błąd gigantyczny i frajerski, przez co przekreśliła szansę na dalszą grę o piłkarski raj. Przekreśliła cały rok walki i starań o udział w najlepszych klubowych rozgrywkach sportowych Europy, więc nie może dziwić, że legionistów taka sytuacja boli! Musi boleć i można im współczuć, ale jeśli samemu okazało się frajerem, to nie wymagajcie, aby frajerem okazał się ktoś inny! Jeśli popełniło się błąd, który rywal mógł wykorzystać, to nie dziwcie się, że go wykorzystuje!
Podali legioniści piłkę Celtikowi i pozwolili mu strzelić na pustą bramkę? Oczywiście, że tak. Więc nie ma się co dziwić, że Szkoci gola zdobyli. Decydującego!
Można więc krzyczeć na cały świat - "podaliśmy Wam piłkę, ale nie chcieliśmy, przyznajcie się teraz, że tego gola nie uznajemy"... tyle że Szkoci mogą tylko ściskać się z radości, bo piłka trzepocze w legijnej siatce.
Mogą więc teraz Szanowny Pan Pol z Szanownym Panem Stanowskim wypisać nawet i tysiąc kolejnych tweetów oraz po 100 artykułów o tym jaki to Celtic brzydki, a Legia pokrzywdzona. Mogą mówić, że nie karze się "25 latami więzienia za kradzież lizaka", problem jednak w tym, że Legii nie ukarano aż tak brutalnie. Bicie w takie tony to przesada! Nie zdyskwalifikowano ich bowiem za niekompetencję nie wiadomo jaką banicją. Dostali niestety to na co zasłużyli. Dostali to, co wpisane było w przepisach. Tych samych, których przy Łazienkowskiej nie przeczytano! I się do nich nie dostosowano! Nie wymagajcie więc panowie, aby nie dostosowywała się do nich także UEFA i Celtic. Należał się za grę zawieszonego za kartki zawodnika walkower? Według prawa - należał! Tak więc go orzeczono!
Teraz oczywiście Legia walczy. Walczy już nawet nie tyle o LM, co o kasę jaką zamiast niej ma szansę zarobić szczęśliwy z tego zamieszania Celtic. Walczy więc Legia pismami, walczy wspomnianymi już wyżej wielkimi słowami oraz listami do Szkotów. Teraz czekają ich jeszcze odwołania, apelacje, etc. Czy coś to jej da? Czy pomoże "Zibi" Boniek? Niektórzy oczywiście na to liczą i depczą swoje "sławy". Na Wojciechu Kowalczyku zaczynając, bo śmiał skrytykować, a na Arturze Borucu - który się w Glasgow za Legią nie wstawił - kończąc.
"Perfect" śpiewa w swojej piosence - "Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść" - i chyba powinni sobie to przy Łazienkowskiej puszczać, zamiast szukać winnych swojego nieszczęścia nie w samych sobie, a w innych. Popełniono wspomniany "mały błąd administracyjny", a teraz linia obrony klubu z Łazienkowskiej opiera się na nadziei, że podobny popełniła też UEFA. I da się całą procedurę odwrócić. Da się nagiąć paragraf, da się nagiąć regulamin, jeśli wcześniej nienależycie się go użyło! To dopiero kpina!
Najśmieszniejsze zaś jest w tym wszystkim to, że z całości przebrzmiewa jeden wydźwięk. Legia zachowuje się tak, jakby już w tej Lidze Mistrzów była, zapominając że przed nimi, gdyby nie "afera kartkowa", była jeszcze IV runda kwalifikacyjna, w której legioniści nie byliby rozstawieni i czekałby ich rywal trudniejszy od - nie oszukujmy się - beznadziejnych Szkotów!
Ale też z drugiej strony cóż tam! Skoro w swoich oficjalnych pismach Legia ma wpisane w logo odebrane mistrzostwo Polski z 1993 roku i się tego nie wstydzi (fair play!), to równie dobrze wpisać może sobie teraz awans do Ligi Mistrzów 2014! Na jedno wychodzi!
A teraz niech się co ma, z lodówki wysypie...