skoro to temat o rowerach, to opowiem Wam historię swojego rowera. na komunię go dostałem. zajebisty, w kolorze takim moro, z napisem SANTUR. i kurwa już mi go nie raz zajebali, 2x go odzyskałem w dziwnych przypadkach, raz w jakiejś kamienicy przypadkiem stał w środku, a innym razem jakiś ziomek nim jechał, no kurwa. ile razy miałem z nim przypał, policja mnie na nim sprawdzała, jechałem nim najebany, pół metra w dziurę się nim wjebałem kiedyś nawet, w dół. bo kurwa, drogę tam robili akurat, a 20 lat nie potrafili jej dobrze zrobić, no i jechałem po północy i się wjebałem w ten dziur, przypał. aha i ten rower ma w ogóle teraz Taśma, mój ziomeczek z podwórka, znam go trochę i wiem, że rower może byc u niego spokojny. chyba, że ktoś go zajebie znów. w ogóle ten złodziejaszek, co go drugi raz powinął, to chociaż przerzutki zmienił, bo stare były, taki plus tego wszystkiego. kurwa, zajebisty rower.