ciekawy artykuł znalazłem na jednej ze stron poświęconych Barcelonie
Artykuł autorstwa Rafała Szewczyka:
Słowem wstępu
Ogromne zyski i niezadowalające wyniki sportowe czy sukcesy i dziura w budżecie? Żadna odpowiedź nie będzie satysfakcjonująca w średnim, a nawet krótkim okresie. Pierwsza sytuacja prowadziłaby do niezadowolenia kibiców, piłkarzy, odpływu sponsorów. W dłuższym okresie, bez podejmowania zmiany celu lub wyłącznie kierowanych na zysk, spowodowałoby to ruinę klubu. Druga kwestia jest możliwa jedynie w krótkim okresie, gdyż z ogromnym deficytem budżetowym klub musiałby się pozbyć najlepszych zawodników, aby spłacić długi. Jeśli nie znalazłby tanich i równie dobrych substytutów, podobnie jak w pierwszym przykładzie, doszłoby do upadku, lecz mógłby mieć mniejszy wydźwięk – w zależności od postawy wspomnianych zamienników.
Żadna z tych skrajnych okoliczności nie jest jednak brana pod uwagę w zarządzaniu klubem sportowym. Organizacja ta jest specyficzną jednostką, która nie jest nastawiona na zysk, a finanse odgrywają drugorzędną rolę dla obserwatora z zewnątrz. Jednak aby utrzymać wysoki poziom sportowy, administracja jest zmuszona dbać o to, aby nie doprowadzić do bankructwa. Nawet jeśli firma nie będzie przynosiła zysków lub będą one bardzo małe, nie będzie to dla nikogo problemem. Jednak abstrahując od roli, jaką odgrywa klub sportowy, zyski, nawet najmniejsze, są bardzo ważne dla wprowadzania innowacji. Jeśli tworzone profity są zbyt małe, istnieje możliwość wzięcia kredytu dla zrealizowania określonego zamierzenia. Natomiast jeżeli dysponujemy większą nadwyżką, możemy je osiągać bez instytucji kredytowych.
Jak pokazuje prosty przykład, póki koszty nie przewyższają przychodów, sytuacja taka może istnieć, gdyż generowanie zysków nie jest bezpośrednim celem instytucji sportowej. Bardzo ważne z kolei jest rozważne zarządzanie budżetem w taki sposób, aby przedsiębiorstwo wzorowo funkcjonowało na arenach sportowych.
Wyjaśnienie
Ekonomia to nie tylko i wyłącznie suche liczby, a przede wszystkim wycinek prakseologii. Analizując problem ostatnich kontrowersyjnych transferów, wypożyczeń oraz komunikatów o stanie budżetu klubu będziemy się posługiwać prostymi modelowymi przykładami, które pozwolą nam oszacować zmiany w rocznym bilansie. Modyfikacje te będą się jednak tyczyć pojedynczych jednostek, co byłoby trudne przeprowadzić liczbowo nie popełniając przy tym ogromnych błędów, które mogłyby okazać się większym przekłamaniem niż analiza teoretyczna. Dzieje się to z prostego powodu – nie dysponujemy tak detalicznymi danymi, a jedyne, którymi możemy się posługiwać to roczne sprawozdania, które można znaleźć na tej stronie.
Eto’o, Ibrahimović i odrobina rachunkowości
Wielu nie podoba się polityka transferowa klubu. Padają ostre słowa w kierunku prezydentów, a także proste wyliczenia zysków i strat, z dużym naciskiem na to drugie, osiąganych na rynku transferowym. W większości są one błędne poprzez krótkowzroczność obserwatora.
Powszechnie przyjętym okresem bilansowym jest rok i dokonywana obserwacja będzie się tyczyć właśnie tej jednostki czasu.
Połowa roku 2004 za nami. Wyłożenie 24mln euro pozwala na kupno Samuela Eto’o. Transfer, jak niemal każdy inny, zostaje rozłożony na raty, który zostaje spłacony w trakcje pobytu Kameruńczyka w Barcelonie. Przez ten czas po stronie pasywów są zapisane zobowiązania wobec Realu Madryt i Realu Mallorca. Do tego dochodzą kolejne – zobowiązania wobec pracownika oraz bonusy przysługujące za osiągnięcia. Łącznie 10mln euro. Transakcja, przy maksymalnych wydatkach, warta 74mln euro, czyli około 15mln euro w roku bilansowym. Zatrudnienie zawodnika nie wiąże się jednak wyłącznie z wydatkami. Klub posiada prawa do wizerunku piłkarza, osiąga przychody z tytułu sprzedaży koszulek z nazwiskiem Eto’o, różnego rodzaju gadżetów itp. Nie należy zapominać także o tym, że Samuel Eto’o to obecnie największa gwiazda w swoim kraju oraz innych częściach Afryki, co może przyczynić się do podpisywania przez klub nowych kontraktów, np. audiowizualnych, czy zwiększa się liczba osób kupujących bilet, aby zobaczyć swojego idola; są także zwiększone przychody uzyskiwanie podczas zagranicznych tournee. Cały szeroko rozumiany marketing. Są to zmienne nie dające się opisać liczbowo, ale mimo to pokazują, że zawodnik wytwarza produkt w postaci generowanych przychodów, które pokrywają jego pensję. Piłkarska jakość napastnika przyczyna się także do tego, co najważniejsze – zdobywania bramek oraz przyczyniania się do osiągania trofeów. Ten wkład jest pokrywany z budżetu klubu, rozpisanego tak, aby na koniec roku obrachunkowego nie pojawiła się strata. Mowa o zwykłej pensji.
Rok 2009. W bilansie widnieje zysk w postaci gotówki na klubowym rachunku oraz plan budżetowy na kolejne lata, w tym koszty utrzymania Eto’o. Zarząd decyduje się na kupno Zlatana Ibrahimovicia, będącego środkiem mającym uświęcać cel. Korzystając z dostępnych środków pieniężnych klub kupuje Szweda za 45mln euro oraz włączając w całą transakcję Samuela Eto’o.
Rozbijmy to na dwa mniejsze czynniki: w nowym roku bilansowym dysponujemy pewną kwotą będącą nadwyżką za poprzednik okres oraz planem na przyszły okres. W ten sposób sprzedając zawodnika za około 25mln euro byłby to czysty zysk. Ze strony pasywów wymazujemy zobowiązania wobec zawodnika, co w kolejnym roku pozwala zaoszczędzić maksimum 10mln euro. Nie prowadząc żadnych zmian na przestrzeni roku, w przyszłym dysponujemy 35mln euro.
Podobnie sytuacja wygląda ze sprzedażą Ibrahimovicia. W planie budżetowym na kolejne lata widnieje on jako zobowiązania wobec Interu Mediolan (transfer rozłożony na raty) oraz wobec niego samego. Pierwsza rata oraz pensja zapłacona Szwedowi widnieją w zeszłorocznym bilansie, który kończymy na plusie. Po roku sprzedajemy Zlatana za 24mln euro. Nie sprowadzając nikogo więcej w ciągu kolejnych trzech lat, w których obowiązywałby kontrakt Ibry, zaoszczędzamy na jego maksymalnej pensji (ok. 36mln euro), a za uzyskane od AC Milan pieniądze, spłacamy zobowiązania wobec Interu. W średnim, a nawet krótkim okresie, zaoszczędzamy ok. 60mln euro (biorąc również pod uwagę kolejny rok praw do wizerunku zawodnika). Biorąc pod uwagę fakt, że utrzymując Zlatana nasz budżet na koniec każdego roku wynosiłby zero, teraz w ciągu trzech lat będziemy dysponować, ceteris paribus, dziesiątkami milionów euro, które będziemy mogli wydać w dowolny sposób – np. na kolejne transfery. A więc oficjalny komunikat FC Barcelona brzmiący: „Kiedy Milan skorzysta z opcji transferu definitywnego, FC Barcelona zaoszczędzi ok. 60 milionów euro.” nie jest kłamstwem. Należy sobie zadać jedynie pytanie czy z tej pomarańczy można było wycisnąć więcej soku.
Dlaczego wypożyczamy zawodników?
Kolejna rażąca kwestia to permanentne wypożyczenia piłkarzy, za których zapłaciliśmy niemałe sumy. Na pierwszy rzut oka wydaje się to czystą stratą. Nie jest to jednak czysto finansowa strata, która ma negatywny wpływ na bilans klubu. Wyobraźmy sobie sytuację, w której mamy przedsiębiorstwo skierowane na produkcję ściśle określonego dobra i dysponujemy pewną ilością gotówki, np. 10tys. zł (będącej zyskiem za poprzedni okres obrachunkowy), którą decydujemy się przeznaczyć na zakup dodatkowej maszyny mającej pozwolić na zwiększenie produkcji. Okres jej zużycia to 5 lat. Dodatkowo jest ona opodatkowana przez państwo, przykładowo z powodu emisji zanieczyszczeń. Po roku jej wykorzystywania okazuje się, że nie spełnia swojej roli – była błędną inwestycją – a jej utrzymanie w kolejnych latach będzie kosztowało powiedzmy 4,5tys. zł. Możemy tę maszynę poddać złomowaniu, jednak koszt tego działania to 6tys. zł. Rozkładając to na raty (np. poprzez wzięcie kredytu), przez okres trzech lat musimy dopisać do zobowiązań po 0,5tys. zł. W takim przypadku mówimy o stracie. Jednak zaistniała możliwość przerzucenia kosztów utrzymania maszyny dzierżawiąc ją dla innego właściciela fabryki, który wykorzysta ją do produkcji delikatnie zmienionego dobra. W takim przypadku w kolejnych trzech latach możemy wykreślić z bilansu zobowiązania o łącznej wartości 3tys. zł. Innymi słowy zaoszczędzamy tę kwotę, generując dzięki temu większy zysk i przeznaczając go na bardziej trafione inwestycje.
Identycznie jest w przypadku wypożyczania zawodników. Weźmy przykład Hleba. Okazał się nietrafionym zakupem. Nie był środkiem, który wytwarzałby odpowiednią ilość produktu, lub produkt o określonej jakości. Nie przyczyniał się w żadnym stopniu do zdobywanych trofeów, a w bilansie widniał jako koszt. Wypożyczając go nie tylko przerzucamy koszty na innego pracodawcę, ale też osiągamy przychody, np. z praw do wizerunku zawodnika.
Inną kwestią jest to, dlaczego nie sprzedajemy piłkarza, który jest kulą u nogi. Odpowiedź jest dosyć prosta – brak kompatybilności między przyszłym pracodawcą a pracobiorcą. Może to być także zbyt niska suma oferowana przez inny klub. W tym przypadku, klub płacący co roku organizacji UNICEF procent od swoich przychodów, ma nadzieję na poprawę sytuacji w kolejnych latach. Przy takiej marce i rozsądnym zarządzaniu budżetem, opłaca się zwiększyć ryzyku wypełnienia kontraktu przez zawodnika i nie zyskując określonej kwoty, ale przy tym też nie ponosząc kosztów, a w rachunkach oznaczać to jako oszczędność.
Kilka prostych pojęć
(…) Gaspart, Laporta, Rosell. (…) van Gaal, Antić, Rijkaard, Guardiola. Każda z wymienionych osób spełniała lub spełnia bardzo ważne role. Każda z nich ma identyczne cele. Prezydenci dbają o budżet klubu, przeprowadzanie transakcji, promocję drużyn na świecie, zarządzanie jednostką i in. Każdy posiada wizję bardzo dobrze prosperującego klubu, w tym są niezmienni. Jednak różni ich podejście do realizacji tego zadania, a dokładniej dobieranych środków. Jedne są lepsze, inne gorsze, ale w średnim okresie liczy się wyłącznie ich skuteczność. Kibicom może podobać się model proponowany przez Rosella, a inni tęsknią za ofertą Laporty. Nie zmienia to jednak faktu, że odnosząc sukces sportowy, spełniają oczekiwania fanów, którzy w takich momentach zapominają o metodach dobieranych przez nich.
Podobnie ma się kwestia sztabu trenerskiego. Nie obejmuje ona jednak tak szerokiej materii jak rządy głowy klubu, a zawęża się do kwestii czysto sportowej. Każdy z trenerów stawia sobie to samo zadanie – chce zbudować silną drużynę osiągającą triumfy. Lecz dobierane środki nie zawsze spełniają ich oczekiwania.
Na każdą sytuację jesteśmy zmuszeni patrzeć szeroko, aby ryzyko na popełnienie błędu analityczne zmniejszyć do minimum. Interesować powinien nas również średni lub długi okres, a nie zaistniała sytuacja. Co z tego, że w jednym sezonie dysponujemy wspaniałą kadrą osiągającą sukcesy na każdej płaszczyźnie, jeśli kontrakt z tą grupą jest podpisany wyłącznie na rok? Co z tego, że sprzedajemy Ibre za 24mln euro, a w prostym rachunku jest to strata 20mln euro, jeśli w średnim okresie zaoszczędzimy 60mln euro, które jako zysk będzie można przeznaczyć na wymarzony transfer.
Nie wszystko złoto co się świeci. Czasami sytuacja wydaje nam się prosta do oceny, jednak korelacja między środkiem a celem może okazać się mylna. Nie należy pochopnie wyciągać wniosków. Załóżmy, że mamy do czynienia z korelacją między większym produktem, a krótszym czasem pracy. Oznacza to, że jeśli zmniejszymy nasz wysiłek do zero osiągniemy optymalną produkcję? Czysta korelacja w tym wypadku dotyczy zwiększenia poziomu technologii. Podobnie jest w życiu, a tym bardziej niejasnych doniesieniach prasowych. Na transfer Eto’o i Ibrahimovicia zapewne złożyły się różne czynniki, których w większej części możemy w tym momencie domniemać. Dopiero w trakcie sezonu lub po jego zakończeniu będziemy w stanie bardziej obiektywnie ocenić sytuację.
Dlaczego bierzemy kredyt? Czasami nawet w najlepiej prosperujących przedsiębiorstwach dochodzi do sytuacji w której brakuje gotówki na pokrycie zobowiązań krótkoterminowych. Nie oznacza to, że budżet jest w opłakanym stanie, a jedynie tyle, że należy dokonać modyfikacji, które przyczynią się do generowania odpowiednio wysokich przychodów. W tym celu sprzedaje się ukraińskiego obrońcę (zaoszczędzamy na przyszłych wypłatach z tytułu kontraktu, a także pokrywamy koszt transferu), rozwiązujemy kontrakty z francuskim napastnikiem i meksykańskim obrońcą.
W ekonomicznym języku definicje okresu krótkiego i okresu długiego nie są trudne do zrozumienia. Pierwsza mówi o istnieniu przynajmniej jednego stałego czynnika produkcji, natomiast druga o tym, że wszystkie z nich są zmienne. Trudno jest to przerzucić na płaszczyznę sportową. Możemy brać pod uwagę prezydenta, trenera czy zawodników. Każdy z nich spełnia określoną rolę w procesie produkcji – walki o trofea. Każdy piłkarz spędza na Camp Nou większą lub mniejszą część kariery. Próbując uśrednić ten czas, co roku będzie się zmieniał. Podobnie jest ze sztabem trenerskim. Dlatego najbardziej precyzyjne wydaje się wzięcie pod uwagę okresu prezydentury – jedna kadencja jako krótki okres, dwie kadencje jako średni okres, natomiast zmiana na stołku włodarza – długi okres. Inaczej przedstawia się tutaj kwestia terminowości zobowiązań, które w naszej analizie nie mają praktycznego zastosowania. Długoterminowe to te, których zapadalność przekracza rok.