II Ultramaraton Podkarpacki
Start o godzinie 5:00 z rynku w moim mieście, na starcie około 300 osób. Część na trasę UP70, pozostali tak jak ja UP 50. Start jak start, bez większych atrakcji

udało się nie podpalić za bardzo i lecieliśmy swoim tempem. Biegłem z koleżanką, miałem biec sam ale kiedyś jej obiecałem że pobiegniemy razem, tak więc się stało. Pierwsze około 8km to płaski teren, asfaltowy który wyprowadził nas na skraj miasta, tam zaczęły się pola. łąki i lasy. Oczywiście zaczęły się też podbiegi

założenie mieliśmy takie, żeby wszystkie podbiegi iść, ponieważ jak dla mnie tak i dla koleżanki był to pierwszy bieg ultra. Plan w sumie realizowaliśmy w 100%, tzn. jeśli był jakiś nieduży podbieg to biegliśmy. Trasa pomiędzy 10 a 22km to teren pagórkowaty, dużo podbiegów i dużo zbiegów. Na którymś ze zbiegów 1 raz tego dnia ukłuło mnie coś w kolanie, jak się okazało nie ostatni. 23km to punkt kontrolny/odżywczy. Koleżanka poszła do ubikacji, a ja do karetki

kolano schłodzone, woda wypita i można lecieć dalej. Kilka kilometrów asfaltem, potem znowu do lasu. Tu górki już większe zdecydowanie, dłuższe podbiegi i bardzo fajne zbiegi. 34km to kolejny punkt kontrolny, dobiegamy a tam bębniarze grają jakieś dziwne piosenki

wciągamy po 2 kawałki arbuza, na szybko przyklejam plaster chłodzący na kolano. Jeszcze szybki sms do żony i możemy lecieć

następne kilka kilometrów to lekki zbieg już do Rzeszowa, tzn na rogatki. Tam zaczęła się prawdziwa walka, bo cały czas prawie asfalt oraz cały czas po płaskim. Tam też kilka razy poczułem kolano. Zaczynamy pomału opadać z sił, ale co dziwne mijamy co raz więcej ludzi. Od około 30km to ja cały czas prowadziłem koleżankę. Na ostatnich km doczepiła się do nas grupa dziewczyn, ostatecznie mijają nas około 4km przed metą. Ostatnie kilometry to bardziej marszobieg, koleżanka już widać że osłabła całkiem. Każe jej wciągnąć kilka żelków, zawsze to coś pomoże.
Dobiegamy do tabliczki 2km do końca i już wiemy, że na pewno ukończymy ten bieg

i to w czasie jaki sobie zakładaliśmy. Około 1km przed metą dobiegamy do centrum miasta, masa ludzi aczkolwiek mało kto kibicował. Na około 600 metrów przed metą był ostatni podbieg, niby mały ale i tak podeszliśmy. Wbiegamy na ul. 3 maja, która prowadzi już do mety

Lecimy swoim tempem, do momentu kiedy widzimy metę, ja dodatkowo dostrzegam żonę, daje mi to mocnego kopa. Na metę wbiegamy razem, spiker coś tam krzyczy że pewnie małżeństwo, dopiero po chwili sprawdził że nazwiska inne

Wpadamy na metę mocno zmęczeni, dostaję medal i masę gratulacji. Błyski fleszy itp :D, a ja tylko myślę o izotoniku/piwie/coli. Później wracam już do mety, wstępując do MCdonalda na shake'a. W domu to już odpoczynek, jakieś duże porcje jedzenia/picia. O 15 lecimy na metę raz jeszcze, bo kończy mój przyjaciel ( biegł trasę UP 115 ). Trochę krzyczymy i kolega 10

Mi wyszło 6:30:30, co daję mi 93 miejsce na około 150 startujących. Zwyciężył jakiś gość z wynikiem 4:09:47
This post was edited by Bieniol on May 9 2015 10:35am