Ksiądz chodzący po kolędzie dzwoni do drzwi mieszkania.
- Czy to ty, aniołku? - pyta kobiecy głos zza drzwi.
- Nie, ale jestem z tej samej firmy.
Małżeństwo udaje się na wycieczkę do zoo. Stają przed klatką goryla, a że pani była niczego sobie, goryl znacznie się ożywił. Para to zauważyła i mąż podpowiada żonie żeby gorylowi pokazała cycek. Kobieta się rozglądnęła, a ze nikogo nie było to zrobiła co mąż podpowiedział. Goryl zaczyna biegać po klatce, a mąż podpowiada zonie żeby teraz pokazała gorylowi wypięty tyłek. Żona się wypina, a goryl szaleje ze klatka ledwie się trzyma. Wtedy maż łapie zonę i wrzuca ja do klatki krzycząc: "teraz mu wytłumacz ze cie głowa boli".
- Wiesław, coś taki markotny?
- Nie wiesz?! Benek nie żyje!
- No coś ty?! Jak to?!
- Wrócił przedwczoraj do domu, wypił, położył się do łóżka, zapalił
szluga, pościel się zajęła;
- I spalił się?!
- Nie. Zdążył okno otworzyć i wyskoczyć.
- I połamał się na śmierć?
- Nie. Straż wezwał. Strażacy rozciągnęli takie koło z gumy i tam skoczył.
- Pękło?
- Nie. Jakoś tak się od tego odbił i z powrotem wskoczył do chałupy.
- I się spalił.
- Nie! Odbił się od framugi i spadł.
- Rozbijając się?
- Otóż nie! Stał tam wóz strażacki. Z plandeką. Trafił w to, odbił się i
znowu wskoczył do okna.
- Zginął?
- Nie. Spadł, odbił się znów od tej gumy i wleciał do mieszkania!
- O rzesz ja pierdole! To jak ten Benek zginął?!
- Zastrzelili go, bo ich zaczął wkurwiać.
Para z Rosji przyjeżdża na Kanary do hotelu.
Wchodzą na pokoje
, rozpakowują się. Nagle mąż słyszy krzyki żony:
- Tu jest mysz!!!! Aaaaa!!!! Dzwoń natychmiast do recepcji i powiedz co tu jest grane!!! Tyle pieniędzy
zapłaciliśmy a tu myszy biegają w pokoju. Znasz przecież trochę angielski, a ja angielskiego ni w ząb.
Zrezygnowany mąż dzwoni do recepcji:
- Heloł!
- Hello.
- Du ju noł "Tom end Dżery"?
- Yes.
- Dżery is hir...