Quote (Bieniol @ Mar 2 2014 09:41pm)
U mnie dziś prawie 13km, chciałem więcej ale niestety inni nie bardzo podzielali moje chęci. Musiałem z nimi wracać jednak, bo z tego miejsca gdzie biegaliśmy nie ma w niedziele żadnego połączenia do Rzeszowa

Robert co do tego bólu piszczeli, to przed i po bieganiu dobrze porozciągaj łydkę. Dużo to pomaga przy tym bólu, np. te ćwiczenia
http://www.bieganie.pl/?show=1&cat=280&id=4802Robisz rywalizację na marzec ?
Paweł, jak tam nogi ? Dalej nie dają o sobie zapomnieć, czy może już lepiej coś ?
Pobieglem w Polmaratonie Wiazowski i dobieglem do mety

Ogolnie mialem postanowienie, ze tam wystartuje, chocby nie wiem co i doczolgam sie do mety w razie potrzeby. szkoda mi bylo po raz kolejny wpisowego.
Z rana, jak wstalem odezwalo sie shin splints - tym razem na dzien przed nie mrozilem, ani nie masowalem. Wydawalo sie gorzej, niz zazwyczaj. Ale po 30min jakos juz ustapilo. Chcialem zaczac 5:45-6:00min/km. Stanalem tuz przed ludzmi na 2h biegnacymi. Ruszylismy i wszyscy mnie wyprzedzaja i z prawej i z lewej. Pomyslalem - keep calm, nie biegne szybciej, mamy jeszcze duzo dystansu. Zazwyczaj na poczatku biegnie mi sie bardzo luzno i za szybko przez to zaczynam. Nie wytrzymalem, gdy minal mnie gosc silnej postury (czyt. grubasek) z koszulka z textem typu ''wstalem od stolu i przestalem zrec" - ruszylem szybciej. Ogolnie na zawodach biegne za kims, bo mi jest latwiej trzymac tempo i wiem wtedy kiedy ktos trzyma tempo. bieglem bez niedzialajacego prawidlowo pulsometru, czyli na oko. Zajacow zmienialem, bo sie gubili przy napojach (byla woda i herbata, nie bylo izotonikow!). Bieglo mi sie ok, ale w pewnym momencie poczulem ''stara'' kontuzje - odzywa sie pasmo biodrowo-piszczelowe, ale nie przeszkazalo za bardzo. na ok 8km byl zbieg i postanowilem puscic nogi - przyspieszylem z 5:45min/km, stuknelo 5:15. dogonilem jeszcze nowego zajaca, ktorego zmienialem co jakis czas, bo za wolno biegli. Na podbiegu spowrotem bardzo ladnie przyspieszylem. Bieglem wtedy 5:30min/km. Na 12,3km lyknalem zel energetyczny Agisko - bez problemow zoladkowych. od ok 14-15km myslalem, ze prawa lydka jest blisko skurczu i wiedzialem, ze nie moge szarzowac - albo byla blisko skurczu, albo po prostu zaczalem ja odczuwac - po biegu bolaly mnie lydki, czego nigdy wczesniej nie doswiadczylem. Na 17-19km mialem kryzys - bylo mi wszystko jedno, tempo spadlo na 5:38, a myslalem, ze biegne 5:30 i nie za bardzi mialem sily przyspieszyc. Zakonczylem w 1:58:00 netto, nie zgralem danych z Garmina, wiec nawet nie wiem jakie czasy poszczeglonych km byly. Na stronie datasportu jest filmik z polmaratonu w Wiazownej - finiszuje na 3:12:29.
Czuje, ze jutro beda klopoty z chodzeniem

Raczej rezygnuje ze wzgledu na kontuzje z polmaratonu warszawskiego, bo musze zmniejszyc kilometraz.