Hej Panowie.
Dopiero teraz znalazłem chwilkę żeby coś napisać o tym Rajdzie Czterech Żywiołów. Więc od początku.
Przyjechaliśmy w piątek wieczorem, zakwaterowanie, rejestracja itp. później spanie, w moim przypadku raczej ciężko o to było bo nocleg na hali gimnastycznej więc pełno ludu i nie każdy był w stanie poszanować to, że inni chcą spać. Ale co zrobić. Wstałem o 5:30 rano, łazienka itp. Chyba jedyny o tej porze wstałem. Zrobiłem sobie śniadanie elegancko, póki nie było nikogo. Spokój i ogólnie fajnie. O 9:00 była odprawa, dostaliśmy mapy i kierownik poinformował o wszystkim, co i jak. Punkt 10:00 ruszyliśmy w trasę. Do odnalezienia było 9 PK( punkt kontrolny ) + BnO ( bieg na orientację ) gdzie było 15 PK, ale na mniejszym obszarze, za to bardziej pochowane. Obraliśmy trasę i pobiegliśmy :)Zaczęliśmy od PK1, który był w innym miejscu niż znacznik na mapie, ale udało się go szybko znaleść. Dalej do 2 PK było łatwo i szybko. Po drodze wpadłem do rzeki tak do łydek, bo poślizgnąłem się na moście, albo prędzej na tym co z niego zostało. Następnie do PK 3, który był na szycie górki, więc tempo wolniejsze. Bez problemu znaleźliśmy, podbita karta i dalej w drogę. Stwierdziliśmy, że teraz czas na BnO, tu poszło nam szybko, kiedy inni się gubili dość mocno. Z BnO szybko do PK4, dalej do PK8 bo był bardzo blisko. Te poszły łatwo. Obraliśmy drogę na PK5, który był położony daleko od PK8. Znaleziony szybko, podbicie i w drogę. Czas bardzo ładny wtedy mieliśmy i w planie było złamanie 7h. Pomału się zaczęło ściemniać, i tu zaczęły się robić problemy. Kolejny PK6 był w jaskini, trzeba było się tam wbić. Okazało się, że ten PK jest w całkiem innym miejscu niż na mapie, i dlatego błądziliśmy, zresztą nie tylko my. Ludzie już nawet znaleźli właściwą jaskinie, ale zobaczyli w niej kratę i stwierdzili, że to na bank nie tu. Dopiero ktoś od nas tam wlazł i znalazł lampion. Ja w międzyczasie znalazłem i zwiedziłem ze 3 jaskinie, bez skutku

ale za to ładne. Na tym PK straciliśmy ok. 1:30h. Szybkie podbicie karty i dalej w drogę. Z tego PK zostało nam juz tylko 2 do zrobienia. Kolejny też w jaskini, ale znaleziony bez problemu. Później biegiem do PK9 znaleziony bardzo szybko i zostało nam tylko dobiec do bazy. Jedyna dziewczyna, która z nami biegła złapała kryzys i stwierdziła, że już będzie szła. Udało nam się ją przekonać do biegu, obiecując że jeszcze dziś( sobota) wrócimy do domu. Wtedy zaczęła biec

Wpadliśmy do bazy prawie sprintem, i ostatnia pieczątka, już na mecie. Czasowo wyszło nam około 9h:07m, ale to już organizator udostępni oficjalne wyniki, wtedy będę wiedział ile dokładnie. Dystans jaki pokonaliśmy do 52.46km, pod górę wyszło coś ponad 2000m, w dół pewnie podobnie. Kolega miał jakiś taki miernik dystansu, może sklei coś dziś to wrzucę profil i schemat trasy. Trasę w ok. 80% przebiegliśmy.
Ogólnie debiut uznaję za udany

nie sądziłem, że dam radę aż tyle przebiec

nogi troszkę bolą, ale nie ma tragedii. W każdym bądź razie jest co poprawiać.
Tak orientacyjnie wg. GPS kolegi wyglądała trasa którą przebyliśmy:
