Właśnie wróciłem z treningu i wszystko ładnie, pięknie prócz pogody... Wcześniej popadał delikatnie śnieg i straszna ślizgawica jest, myślałem, że sobie zęby wybiję, ale na szczęście obyło się bez większych poślizgów. Ogólnie biegło mi się dobrze i zauważyłem, że pierwsze powtórzenie idzie ok., drugie już słabiej i jestem zmęczony, a na trzecim jestem jeszcze bardziej zmęczony, ale za to w pewnym momencie wszystko idealnie się dopasowuje: oddech, kroki i myśli. Tak jakbym w jakiś trans wpadał i czuję, że mogę biec więcej. Mam teraz np. powtórzenia po 8 minut, a ostatnie zrobiłem 10 min i wiem, że jeszcze bym pociągnął. Przestałem biec, bo wkraczałem na bardzo śliski teren i to był też już koniec treningu. Hmm, nie wiem jak to opisać. Może tak, że na początku mam 100% siły i ona spada załóżmy do 20-30% na trzecim powtórzeniu i na tych 30% trzyma się dość długo, że mogę biec i biec. Sam jestem ciekaw ile bym jeszcze pociągnął

Na początku zawsze ciężko mi oddech dobrać do biegu, czasem ziewa mi się, albo odbije po żarciu, które wciągnąłem 3 h przed biegiem hehehe Normalnie JEST DOBRZE!! Jutro ostatni trening tego tygodnia i później 3 x 9' biegu + 2' marszu. Muszę sobie słuchawki kupić, bo z muzyką niby lepiej.