Quote (RoGh @ Jul 21 2010 01:05pm)
Czytalem Piesn, A Feast for Crows jest ostatnie aktualne? Jezeli tak, to nawet jestem na biezaco. Wole Sage Wiedzmina, Achaje, te 2 trylogie podane przeze mnie wczesniej ( McKillip i Haydon ), no i to z grubsza tyle, bo przeciez nie mozna porownywac Piesni z czyms krotszym niz trylogia. Piesn juz teraz liczy sobie w polskim wydaniu bodajze 6 czesci, dojdzie do tego lekka reka spokojnie drugie tyle, oprocz tego pare ksiazek z watkami pobocznymi od pobocznych i mamy dwudziestoksiag. Pod koniec beda opisywane dalsze wojny o tron z perspektywy piatego pokolenia w stosunku do bohaterow Gry o Tron ;p
Jest to niewatpliwie Saga przed duze S, ale ja nie potrzebuje bog wie ilu bohaterow, bog wie ilu watkow czy bog wie ilu stron opisujacych dany swiat, zeby zapadl mi on w pamiec. Juz Trylogia wystarcza do stworzenia kapitalnego swiata, iscie epickiej historii i swietne skrojonych bohaterow.
Jedyna serie, ktora toleruje, mimo niezliczonej liczby czesci ( w tym sensie, ze czytam kolejne czesci z zainteresowaniem ), jest seria o Gotreku i Felixie, ale to ze wzgledu na absolutne uwielbienie swiata Warhammera i uwielbienie tej dwojki, co z tego, ze nie ma tam naglych zwrotow akcji, glebi tworczej, czy dziesiatek powoli laczacych sie ze soba watkow. Jest najbardziej epicki z epickich bohaterow, jest ratowanie swiata w kazdej czesci, jest krwawo. Najlepsza rozrywka bez specjalnego wysilku intelektualnego ;p
Tak "Uczta dla wron" jest ostatnia.
Wiesz Andrzej ja nie rozkminiam nad tym czy cykl ten jest dlgi czy nie. Czytałem pojedyncze książki, które mnie urzekły - przykład pierwszy z brzegu "Tigana".
W Pieśni intryguja mnie bohaterowie, fakt że nie są oni czarno-biali. Nigdzie nie widziałem jeszcze takich kreacji, każdy jest inny, nie ma "dobrej i złej strony mocy". Ty uwielbiasz Warhammera, ja czuje wielki sentyment dla Forgotten Realms i tutaj podobnie jak ty sięgam po książki z przyjemnością, chociaz nie sa one na wygórowanym poziomie, ot troche sieczki, to troche przemyśleń "filozoficznych" (flozoficznych dla typowego nastolatka w USA) pisarzy takich jak Salvatore. Ale nadal upieram się przy stwierdzeniu, że Ellenium czy Bellgariada to klasyki, lekkostrawne i przyjemne, ale cykle, które wpisały się w kanon fantasy. Powiem nawet, że w ich przypadku ładnie widać spełnienie twojej tezy, że nawet w trylogii można świetnie wykreować świat (no może bellgariada ma troche wiecej tomów), bo i Eddingsa uważa się za autora świetnie kręujacego kolejne światy, jest nawet nt książka, bodajże "Kodeks Rivański".
Btw fajnie, że dyskusja się rozwija : )