Quote (SleepNowInThe Fire @ Apr 19 2012 03:53pm)
Jonathan Wilson to autor pięciu książek, między innymi tej pod tytułem "Inverting the Pyramid", która opowiada o historii taktyki w futbolu. Poniżej prezentujemy tłumaczenie felietonu, który Wilson napisał przed najbliższym El Clasico.
Barcelona kontra Real Madryt, Pep Guardiola kontra Jose Mourinho, Lionel Messi kontra Cristiano Ronaldo. To może brzmieć znajomo, ale nie uciekniemy od tego: ta saga jeszcze się nie skończyła. Powraca więc siarczysta atmosfera przed meczem - na boisku znów zobaczymy nurkowanie i wyimaginowane kontuzje, a po nim pewnie znów usłyszymy o potężnym spisku - która wprawdzie niszczy reputacje wszystkich zainteresowanych, ale dodaje też pewnego dreszczu przed spotkaniem dwóch najlepszych drużyn świata.
Pięć spotkań w poprzednim sezonie, pięć w tym; to najbliższe będzie szóstym, a na horyzoncie jest przecież jeszcze możliwe starcie w finale Ligi Mistrzów. Od kiedy Mourinho jest trenerem Realu, to ten mierzył się z Barceloną dziesięciokrotnie: pięć razy przegrał, cztery razy zremisował i tylko raz wygrał. To jednak i tak nie pokazuje dominacji Blaugrany, ponieważ trzy remisy miały miejsce w dwumeczach, w których Duma Katalonii wygrywała drugie spotkanie. Jedyne zwycięstwo Los Blancos miało miejsce w finale Pucharu Króla, kiedy to Cristiano Ronaldo strzałem głową w dogrywce zapewnił jedyny jak na razie tytuł Madrytu w erze Mourinho. To było jedyne spotkanie, w którym tryumfował Mourinho, w pozostałych meczach Guardiola wciąż był sprytniejszy od Portugalczyka. Raz za razem przechytrzał go taktycznie.
Rdzeń filozofii Barcelony opiera się na prehistorycznych już ideach Vica Buckinghama i Rinusa Michelsa, ale nie oznacza to, że jest statyczny. Jedną z największych zalet Guardioli jako trenera jest to, że nie umie po prostu wysłać na boisko drużyny, żeby ta robiła w kółko to samo. On cały czas coś zmienia. W ostatnich dwóch spotkaniach Katalończycy pokonali 4:0 Getafe i 2:1 Levante. W tych spotkaniach Pep zdecydował się na wariację, które można spisać jako 3-1-4-2, 3-4-3, a nawet 3-3-4 (które zważywszy na pozycję Mascherano można nawet nazwać 1-2-3-4; odwróconą piramidą).
W obu tych spotkaniach Mascherano grał pomiędzy Carlesem Puyolem i Adriano, natomiast przed nimi był ustawiony Sergio Busquets, którego zadaniem była asekuracja kolegów z obrony. W środku pomocy, bardziej na prawo ustawiony był Xavi, natomiast z lewej strony wspierał go albo Thiago, albo Iniesta. Przeciwko Getafe linię ataku tworzyli Cuenca, Sanchez i Pedro, głębiej, za nimi grał Messi; z kolei w spotkaniu z Levante do ataku Guardiola desygnował Sancheza, Messiego, Pedro oraz Fabregasa, który przejął obowiązki Leo ze spotkania z Getafe.
Barça miała długi okres, kiedy grała z fałszywą dziewiątką - zazwyczaj był to Messi - czyli środkowym napastnikiem, który schodzi w głąb boiska i wyciąga obrońców z ich pozycji. W tym sezonie nowością jest natomiast to, że w szeregach Blaugrany jednocześnie może znaleźć się dwóch takich zawodników, co oczywiście jeszcze bardziej zwiększa płynność gry. Przybliża to Barcelonę do ustawienia 4-6-0, które prawie dekadę temu Carlos Alberto Parreira nazwał przyszłością futbolu.
Drugą dużą zmianą w porównaniu z poprzednimi sezonami jest częste korzystanie z usług tylko trzech defensorów (a nie jak wcześniej z czterech). Jest to niezbity dowód na przebojowość Guardioli, na to, że za wszelką cenę chce uniknąć sytuacji, kiedy jego zespół popada w stagnację, kiedy opada na laurach i staje się przewidywalny. Generalnie celem w futbolu jest zwiększenie liczby broniących zawodników (to właśnie dlatego, przez przejście od systemu gry 2-3-5 do 4-5-1, moja książka nosi tytuł "Odwracanie piramidy"). Barça może przezwyciężyć ten trend poprzez to co kocha najbardziej, czyli utrzymywanie się przy piłce. To futbol aktywny w najczystszej postaci - futbol grany przez Marcelo Bielsę i Johana Cruyffa. Kontroluje piłkę, więc kontrolujesz spotkanie - proste. A najlepszym sposobem na kontrolowanie piłki jest wystawienie jak największej liczby potrafiących nią grać zawodników. Doskonały przykład to Mascherano, niegdyś pomocnik, dziś doskonały środkowy obrońca.
Gra trójką w obronie była kluczowa w pierwszym ligowym klasyku w tym sezonie. Barcelona rozpoczęła to spotkanie w ustawieniu 4-3-1-2, a w roli wolnego elektronu zagrał Fabregas. Spotkanie rozpoczęło się od błędu Valdesa i szybkiej bramki Królewskich. Notabene Victor pokazał w tym meczu jak bardzo ufa wierzy w swoje umiejętności - mimo koszmarnego błędu nadal skutecznie wyprowadzał piłkę krótkimi podaniami, tak jak wymaga tego system Barcelony. Następnie Guardiola przesunął nieco wyżej Daniego Alvesa, tak, że mogliśmy go otwarcie definiować jako bocznego pomocnika, a nie obrońcę. Miało to na celu ukrócenie rajdów Marcelo i tym samym odcięcie Cristiano od wsparcia kolegi.
Puyol przesunął się wtedy na prawą obronę, natomiast Busquets cofał się do obrony i zajmował pozycję drugiego środkowego obrońcy. Pique grał w środku obrony, lecz ustawiał się bliżej prawej strony, tak aby w razie potrzeby podwoić krycie Ronaldo. Z przodu również nastąpiło sporo zmian: Alexis zajął miejsce środkowego napastnika, Messi operował pomiędzy liniami ataku i pomocy, Iniesta przeszedł na lewą stronę pomocy, natomiast Cesc cofnął się znacznie bliżej Xaviego.
Rola Busquetsa zazwyczaj jest pomijana, ale jest kluczowym zawodnikiem podczas inicjacji ataków Blaugrany. Zawsze jest obok jako ratownik - jeśli kolega ma kłopoty, to może wycofać piłkę do Busquetsa. Zablokowanie drogi ucieczki może łatwo wywołać niepokój. Wtedy cała orkiestra traci rytm. Mourinho zaskoczył w tym spotkaniu ustawiając zespół w 4-2-3-1, a nie w 4-3-3, ale to pozwoliło mu na pressing pięcioma zawodnikami i ustawienie jednego (akurat wtedy był to Lass Diarra), który miałby asekurować broniącą czwórkę. To przyniosło pierwszego gola i wstrząsnęło Barceloną.
Cofając Busquetsa do obrony, Pep Guardiola sprawił, że jego defensywny pomocnik miał więcej czasu i miejsca. Wycofany z pola bitwy mógł z daleka decydować o kształcie spotkania. W tym manewrze nie zabrakło oczywiście ryzyka, ponieważ bez krycia pozostał Mesut Ozil, ale prawdę mówiąc jest to nieco staromodny typ rozgrywającego, który lepiej czuje się w zgiełku, skąd zazwyczaj posyła kluczowe podania. Zazwyczaj jest to atut, lecz tym razem pozwoliło to Busquetsowi na zneutralizowanie zalet Niemca. Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że Sergio zazwyczaj cofa się z pomocy do obrony, lecz w tamtym spotkaniu był na odwrót: on wychodził z obrony, robił ten krok do przodu i znów stawał się pomocnikiem. Być może jest to logiczne rozwiązanie dla drużyny, która tak często balansuje pomiędzy grą trzema i czterema obrońcami?
Więc co tym razem zrobi Real Madryt? Problemem dla Mourinho jest to, że Barça jest niesamowicie zmienna, ma tak wiele odmian, że bardzo jest trudno przewidzieć jej ustawienie w najbliższym spotkaniu. Podstawą podczas gry z tak usposobioną drużyną, jak Barcelona jest poddanie się na skrzydłach i maksymalne zacieśnienie środka pola - tak jak udało się to USA w spotkaniu z Hiszpanią podczas Pucharu Konfederacji w 2009 roku; w sobotę Levante zrobiło to samo, lecz z mniejszym sukcesem. To samo zrobił Inter Mourinho w półfinale Ligi Mistrzów: najciaśniej bronił w miejscu, które Ottmar Hitzfeld nazywa "czerwoną strefą" - chodzi środkową przestrzeń przed polem karnym, z którego najczęściej posyłane są tak zwane killer pass-y - i zmusił Barcelonę do strzałów z mniej dogodnych pozycji.
Takie podejście będzie jednak sprzeczne z tym, co Real zagrał przez pierwsze 20 minut ostatniego ligowego klasyku. Stawia to Mourinho w niezręcznej sytuacji. Oddawanie przewagi na bokach również może nie być najlepszym pomysłem mając na uwadze ofensywne wejścia Daniego Alvesa. I to jest największy problem z tym zespołem i z fenomenem Guardioli. Pep stworzył drużynę, która nie jest po prostu genialna, ale jest genialna na kilka różnych sposobów.
~~
This post was edited by Rafalek on Apr 19 2012 09:13am