Niemcy się obudzili. Z kacem. Kanclerz Angela Merkel zamknęła granice, a niemieckie ministerstwo spraw wewnętrznych pracuje nad ustawą zaostrzającą prawo imigracyjne.
Zamiast zasiłków azylanci mają dostawać bony żywnościowe, by „nie tworzyć niepotrzebnej zachęty do przyjazdu”. Świadczenia pieniężne mają zostać wypłacane dopiero po udanej integracji.
Kto nie chce grać zgodnie z regułami, nie dostanie nic. Brzmi sensownie? Owszem.
Otwierając swoje drzwi dla Syryjczyków i Irakijczyków Niemcy przygarnęły ludzi, którzy są im potrzebni i wśród których jest liczna grupa fachowców.
Zasiedlą wyludniające się wschodnie Niemcy i będą pracować na niemieckich emerytów. Ci, którzy się nie nadają zostaną wydaleni, albo przekazani europejskim partnerom.
Błąd Merkel nie polegał na tym, że zdecydowała się przygarnąć setki tysięcy imigrantów, tylko na tym, że uznała, iż uda jej się to zrobić w sposób kontrolowany.
Wycofała się w ostatniej chwili, biorąc pod uwagę informacje ujawnione przez szefa francuskiego wywiadu wojskowego.
Według Christophe’a Gomarta w Libii na przeprawę do Europy czeka milion osób.
Są to głównie mieszkańcy Afryki Subsaharyjskiej, Erytrei, Somalii, Sudanu. Większość z nich to analfabeci. Wśród nich szef Daimlera Dieter Zetsche zapewne nie znajdzie pracowników, których zamierza, jak zapowiedział, rekrutować wśród Syryjczyków.
Ich Niemcy nie okryją ciepłym płaszczykiem tolerancji. Będą mogły się nimi zając kraje południa Europy i cala reszta, włącznie z wschodnioeuropejskimi egoistami.
http://niewygodne.info.pl/artykul5/02494-Do-Europy-zmierza-1,5-mln-nowych-imigrantow.htmJak to mówi S. Michalkiewicz, to co teraz tu mamy i to co juz koczuje w Libii itd. to zaledwie czoło fali, która w nas pierdolnie
