Stranger things super się zapowiadał i bardzo fajnie się oglądało pierwsze ~3 odcinki, potem SPOILERS robi się zbyt obrazowo i zbyt jasno. Potwór z innego wymiaru, dziewczynka na której eksperymentowano - wszystko jest jasne zanim serial się rozkręca. Tajemnice, niedopowiedzenia, dreszczyk emocji, klimat dobrego thrillera, zniknięcia a przede wszystkim nie oglądanie ryja potwora w połowie sezonu? To za długo nie trwa, jest tego tyle, żeby wciągnąć na początku i w połowie sezonu spoliczkować.
Dla mnie zawód.
W suitsach wymiękłem chyba w trakcie sezonu, w którym Mike na początku sezonu odchodzi z kancy do firmy inwestycyjnej bodajże, czyli i tak sporo obejrzałem jak na prawniczego prison break'a.
Narcos very nice, Banshee (widziałem bardzo dobre recenzje) całkowity dramat dla mnie już od 3 odcinka, wyrzuciłem w kąt.
Mr robot drugi sezon zacząłem oglądać z braku laku, poza tym tematykę bardzo lubię, więc leciało mi bez większych emocji, ale odcinek sprzed tygodnia very nice, nie wiem jak się skończy s2, ale to było miłe zaskoczenie, props.