Quote (Grigo @ 4 May 2013 18:37)
Nie wiem co to się dzisiaj porobiło.
Zacząłem dosyć szybko, do tego jakieś crossovery, bo słońce wyszło i ludzie wyszli do parku przeszkadzać. Trochę się zadyszałem i zwolniłem. Potem dostałem kolki, jakby mnie ktoś nożem potraktował, biegałem tak parę km, ale potem było jużtylko gorzej, jakbym dostał siekierą albo śrutem w cały bok. Nigdy nie miałem tak ostrej kolki, a swego czasu miewałem je regularnie grając sporo w kosza... jakbym miał otwartą ranę kłutą albo szarpaną. Nie dałem rady zrobić ostatniego kółka, po prostu musiałem się zatrzymać. Oddech był ok, nogi też nie bolały, ale to rwanie w boku, masakra. Myślałem, że będę musiał usiąść, ale jakoś się doczołgałem do domu, 25 minut i nadal czułem tę kolkę, nie wiem co to się porobiło.
W poniedziałek idę pobiegać i JEDYNE założenie to przebiec 10 km, pierdolę tempo, i chyba zapierdolę jak mi ktoś znowu drogę zajdzie

http://screenshu.com/static/uploads/temporary/8n/1q/kk/1m1yik.jpg
1 km miodzio, tak trzymaj

Kolka nic innego jak przejedzenie/przepicie. Minimum 2-3godziny po posilku idzie sie biegac, a kolek nie bedzie. Zreszta glowa, wyslala sygnaly ze dzisiaj chyba Cie poje*alo i masz nie biegac i nakazala organizmowi sie zatrzymac i wzmagac bol, no coz. To przychodzi z czasem. W poniedzialek marsz zrobic 12km, dzisiaj trening jak trening nieudany, ale w pon zrob co dzisiaj zalozyles !
