Oglądałem już wszystkie filmy nominowane do tegorocznego Oscara za najlepszy film i szczerze powiedziawszy, to żaden mnie nie powalił, żadnego bym nie ocenił jako 10/10 czy nawet 9/10, a w ostatnich latach zawsze się jakaś perełka trafiła.
Typowo oscarowy był moim zdaniem Hacksaw Ridge, ale to historia samograjowa i pasująca do Mela Gibsona, wojna i bardzo religijny pacyfista-medyk, zupełnie jak Czarodziej Chrystus w realiach II WŚ.
Podobało mi się Fences z Denzelem, chociaż to bardziej sztuka teatralna niż pełnokrwisty film, pewnie dlatego mi się podobał. Hidden Figures to z kolei Służące w NASA, historia ciekawa, film spoko.
Widziałem też kilka filmów, które nie dostały nominacji, ale za to przewijają się w Oscarach za najlepsze role. I tak np. Captain Fantastic uważam za super film, najlepszy z tych wszystkich i szkoda, że bez nominacji. Mogę go polecić każdemu, bo i lewak i prawak znajdzie w nim coś dla siebie i każdy spojrzy na niego inaczej, mi dał sporo radochy.
Nocturnal Animals w kilku scenach trzymające bardzo mocno w napięciu i mogę dać temu filmowi lajka i pozytywną emotkę, aczkolwiek wydaje mi się, że można było zrobić z niego naprawdę doskonały thriller. Jak widzę Jake'a Gyllenhaala, to myślę Nightcrawler, jeden z moich ulubionych filmów ostatnich lat, stojący na zupełnie innym biegunie niż np. śmieciowe dla mnie i niezrozumiale pozytywnie odebrane Gone Girl.