Pouczająca dyskusja na fb
Użytkownik A:
"Mikke, Ty kłamco, kogo będzie stać na szkołę na wolnym rynku? Proste obliczenia małej szkoły podstawowej po jednej klasie w roczniku i 25 osób w klasie to daje nam 150 uczniów. Zwykle na nauczyciela przypada 10 uczniów, tu by było podobnie, po jednym z każdego przedmiotu, plus 2 kucharki, woźna, ochroniarz, pedagog, sekretarka, wicedyrektor i dyrektor, który chce zarabiać na szkole. Razem zatrudnionych zostają 22 osoby a to i tak optymistyczne podejście, bo zwykle w szkole są też bibliotekarka, psycholog, sekretarka, panie ze świetlicy etc. etc. Załóżmy jednak 22 osoby, każda będzie zarabiała - znowu optymistycznie dla Mikkego - po 2000 zł. Czyli dyrektor musi im zapłacić co miesiąc 44000 zł, bo 2000 x22. Sam aby się bawić w szkole chce mieć zysk rzędu powiedzmy 10 tysięcy, ale załóżmy, że to dobry człowiek i tylko 8000 zł, wyjdzie 52000 zł miesięcznie. Oprócz pensji potrzeba opłacić nieruchomość, prąd, wodę, sprzęt etc., z doświadczenia wiem, że koszty są spore, załóżmy, że wszystko poza pensją kosztować będzie 8000 zł i łącznie utrzymanie wyniesie 60000 zł. I teraz, dzieciaków mamy 150, więc każdy rodzic będzie musiał płacić 400 zł miesięcznie za taką szkołę dla swojego dziecka. Jest to najmniejsza możliwa kwota bo starałem się naciągnąć wszystko na korzyść Mikkego. Mało kto posiada 1 dziecko, zwykle rodzina ma 2 dzieci, więc trzeba co miesiąc płacić 800 zł za ich szkołę. Przypominam, że obecnie za uczęszczanie płaci się 0 zł. Serdecznie pozdrawiam wolny rynek oświaty."
Użytkownik B:
"Podejmuję się krótkiej analizy. Najpierw podstawowe dane z pańskiego przykładu. Mamy 6 klas i 15 nauczycieli. Płaca nauczyciela będzie uzależniona od wkładu jego pracy (dla ustalenia uwagi, proszę kuców z ASE o nie wrzucanie tu oczywistej subiektywistycznej teorii wartości Mengera). Jeżeli każdy z nauczycieli pracowałby na około pół etatu (5h/dzień) i codziennie odbywał 1h zajęć z każdą klasą, to każde dziecko musiałoby siedzieć w szkole 15h/dzień! Jest to pierwszy absurd. Jeśli przyjmiemy średnią 7h zajęć/dzień dla każdego ucznia, wtedy każdy nauczyciel będzie pracował na zaledwie ćwierć (sic!) etatu. Czy wtedy jego praca będzie warta aż 2000zł? Ponadto mówimy o lekcjach 45-minutowych, czy 60-minutowych, a może jeszcze inaczej? W swym przykładzie nie uwzględnia Pan zmiany warunków gospodarczych i społecznych. Po redukcji opodatkowania ceny energii swobodnie możemy uciąć o połowę (optymistycznie dla Pana Bartosza) co daje 4000zł. Płace również uległyby zmianie ale to świadomie pominę, aby tym bardziej nie kompromitować tego nędznego przykładu. Szkoła ma uczyć, a nie karmić jednak, aby nie komplikować zostawimy w spokoju te dwie kucharki. Czy jednak dostaną one pensję jak za cały etat? Musielibyśmy założyć, że wszyscy uczniowie stołowaliby się w szkole, a kucharki pichciłyby i wydawały posiłki co najmniej 8h/dzień! Przypominam, że operujemy tylko na średnich wartościach. Dlaczego niby każde dziecko miałoby uczyć się tego samego, w takim samym wymiarze godzinowym? Po zniesieniu wpływu państwa na edukację to do rodzica należałaby decyzja o tym jak długo i jakich przedmiotów uczy się jego pociecha. Każde dziecko jest inne, posiada wrodzone predyspozycje lub ich brak. Po co niezdolnemu dziecku z rodziny robotniczej te wszystkie przedmioty? Być może rodzić uzna, że dziecku wystarczy 4h/dziennie, a resztę czasu będzie przyuczał je do zawodu? W WIELKIM skrócie 15 nauczycieli po ćwierć etatu (15x500zł=7500zł), 2 kucharki po pól etatu (2x1000zł=2000zł), woźna, ochroniarz, pedagog, sekretarka, wicedyrektor (5x2000zł=10000zł), dyrektor (1x8000zł). Razem 27500zł. Czyli ok 185zł/dziecko. Są jeszcze inne wydatki (przybory szkolne pomoce naukowe etc.) jest również przyrost płac na wolnym rynku, są inne dane zmienne ale na facebooku nie będę książki pisał."
This post was edited by KongresNowejPrawicy on Aug 9 2014 01:47am