Wlasnie wrocilem z SW7: Mocarna Pobudka.
Ogolnie wielkie ufffff, ze nie rozpierdolili serii jakąś bajeczką z mnostwem wymuszonego dretwego humoru sytuacyjnego. Wiec tragedii nie ma. Ale też film nie mial tej starwarsowej iskry i nie czulem wlasciwie zebym ogladal SW tylko jakis przyzwoity sci fi... shame :/
Co mnie raziło:
- głowna dupera jest szkaradna i ma figurę 15letniego chłopca :/ Podczas gdy obie ksiezniczki z 1-3 i 4-6 stawiały mi rakietę gotową do startu jak tylko pokazaly sie na ekranie.
- glowna dupera tyle co wyszla z pizdy mocy, a juz rozpierdala wieloletniego darksajd masta i to w sumie ez.... lol wtf? przesadzoned
- piętaszek też jakis z dupy... w ogole niecharakterystyczny aktor. Nie polubilem go od pierwszego wejzenia
- Oscar Isaac? Do cholery, toz to koles do powaznych roz andergrandowych, a nie do strzelania w xwingu... pasowal tam jak pięść do oka :/
- jedyna postac w filmie ktora miala jaja to han solo... i go kurwa usmiercili

- humoru sytuacyjnego mogloby byc nieco mniej (acz nie byl az tak tragiczny ogolnie) - szczegolnie mnie wkurzalo jak powazne sceny zostaly rozładowane jakims gupim prankiem (np. wkurzony Kylos wola straże, a oni robia w tyl zwrot i sobie 'smiesznie' truchtają w pizdu..)
- ogolnie fabula z DUPY! Wielka galaktyka, bron zdolna do niszczenia calych ukladow planetarnych na jednego szczała, a kurwa wielka afera o 1 dżedaja i jakas mape... przerost formy nad trescia
- wysadzenie jednego malego elementu struktury gwiazdy smierci rozpierdolilo cala planete.... WTF? to tak jakby wytluczenie okna w WTC spowodowalo zawalenie sie obu wierz...
- Malo mechów, malo zajebistego latajacego zelastwa, slabo zaaranżowane bitwy... duzi chłopcy nie znajda tu nic dla siebie...
6,5/10 moja ocena
Quote (myr00n @ 3 Jan 2016 19:57)
Az zobaczę, aczkolwiek ciężko mi uwierzyć w bale'a lepszego niż w American psycho :0 (to chyba moja ulubiona rola)
w american psycho to on mial dobra rzeźbe zrobioną i tyle. Jesczce wtedy byl gowniarz.
Teraz to jest dopiero aktor z klasą.
Moze w sumie przez to, ze się z jego postacią utozssamilem (perkusista, slucha metalu, w ogole totalnie z czapy koles odpierdalajacy masę wtfów i nie pasujacy do otoczenia.), dlatego uznalem, ze rola zycia w The Big Short...
ale na prawde zagral genialnie charakterystyczną postać. W sumie Gossling rozpierdolił również, Steve Carell też... najbardziej chyba rozczarowal mnie moj ukochany Brad Pitt - choc jego postac w sumie miala byc taka zamulona...