Tu masz rację, już samo zioło mnie to nauczyło.
Ja zacząłem palić zaraz, jak skończyłem liceum, wtedy też wjechało zioło i te sprawy, więc się szybko nauczyłem jarać. Na chama jak rzucałem, to max co wytrzymałem to 9 miesięcy, kilka razy mi się również to udało, ale na krótszy okres czasu. Ogólnie nałóg zjebany jak alkohol, o tym też coś mogę powiedzieć. Szkoda, że mi się ten elektryk zaraz wyczerpał, bo ciocia go trochę używała i muszę niestety się ratować fajkami, muszę sobie taki kupić.
Ogólnie to jeśli bardzo chciałbyś rzucić normalne pety i spróbować elektryki to polecalbym się rozejrzeć za jakimś porządnym większym e-petem do jarania chociażby w domu.
To nie są dzisiaj super drogie rzeczy już, a taki pełnoprawny pozwoli Ci żonglować cewkami i będziesz mógł wtedy sobie regulować mocą i stężeniem dymu.
Sporo razy spotkalem się z tym, że ktoś myślał o rzucaniu i sobie kupował jakieś takie miniaturowe e-petki jednorazówki bądź nie,
coś tam nimi popierdział, a potem stwierdził, że to jednak nie dla niego.
Nie zdziwiłbym się jakby taka osoba po prostu uznała, że za słabe to, nie czuje w płucach nikotyny czy w ogóle, że coś pali.
Uznał, że tak po prostu wyglądają wszystkie elektryki, zbagatelizował i sprawe i olał.
Nie sugeruję oczywiście brania jakiejś krowy od razu co sprawi, że jak z lokomotywy będzie się z Ciebie dymić,
ale są fajne wciąż niewielkich rozmiarów, ale jednak w pełni funkcjonalne urządzenia i jest wg mnie spora różnica w paleniu takiej pierdziawki prostej małej, a pelnowtmiarowego e-peta.
Takie coś bardzo podobne od ponad roku katuję na przykład, mieści się w kieszeni, wbudowana bateryjka i sobie regulujesz pałera do naprawdę wysokich wartości

