Quote (Cathan @ Oct 27 2024 12:07pm)
Przecież też lubisz wypić :unsure:
Jestem alkoholikiem od 16 roku życia. W tym roku skończyłem 31 lat. Tegorocznego sylwestra spędziłem w gronie przyjaciół, jeden z partnerów koleżanki również jest alkoholikiem który nie pije od 6 lat. Namówił mnie aby 2 stycznia udać się na spotkanie AA oddalone od mojego miejsca zamieszkania. Mimo uprzedzeń ze strony kolegi, strasznie byłem zestresowany, nie omieszkałem wypić cztery piwa zanim dotarliśmy na miejsce. Bałem się, ilości osób, jak to będzie, czy coś to w ogóle da. Poinformował mnie o tym, że gdy wypiłem, nie mam prawa głosu. Gdy weszliśmy do środka, zastałem czterech starszych panów. Ku mojemu zaskoczeniu, było Nas w sumie albo aż 6. Spotkanie okazało się strzałem w dziesiątkę, słuchając ludzi z tym samym problemem, "rakiem duszy". Pozwolono mi się wypowiedzieć, łzy poleciały. Dało mi to takiego wewnętrznego kopa, że litr wódki tak nie kopie. Niestety kilka dni później wróciłem, wróciłem do pracy zza granicą, mieszkałem również z alkoholikiem więc próba zaprzestania, była nierealna. Po miesiącu zwolniłem się. Wracałem do Polski z kierowcą z aplikacji bla bla. Co się okazało, tak miało być... Kierowca okazał się również alkoholikiem nie pijącym od 11 lat. Całe 9h drogi przegadaliśmy właśnie na ten temat... To był kolejny duży kop... Pierwszy tydzień w Polsce oczywiście rodzina na bok a ja tylko aby się napić. Po tym tygodniu, podjąłem rękawice, stwierdziłem dość... Będąc w każdym jednym sklepie a byłem chyba w pięciu, patrzyłem tylko na lodówkę z piwem, lecz udało mi się. Nadszedł wieczór, pokłóciłem się z facetem, no i szlag wszystko trafił... wyszedłem późną nocą, została mi tylko stacja. W głowie tylko setka wódki, piwo i papierosy... Dużo rozmawiałem ze sobą podczas tej drogi, odmówiłem sobie tej setki. Kupiłem piwo i papierosy, poszedłem w ustronne miejsce abym mógł bić się ze swoimi myślami, paliłem papierosa za papierosem, po godzinie otworzyłem piwo i wylałem. Wróciłem do domu i nie piłem przez 3 tygodnie. Wystarczyła ładna pogoda, spacer z kumplem i sobie pomyślałem, że po jednym piwie zaraz nic się nie stanie... Z jednego zrobiły się dwa, trzy, pięć, na powrocie do domu zahaczyłem o sklep i wypiłem kolejne trzy... Tym prostym, złudnym sposobem myślenia, zacząłem pić ponownie i straciłem moje trzy tygodnie abstynencji. Problem z znalezieniem pracy, na miejscu jak i zza granicą. Kłótnie z kobietą, nie pomagały. Na szczęście od miesiąca pracuję, oczywiście piłem dzień w dzień. Do swoich urodzin które miałem w miniony piątek. Wypiłem swoje i stwierdziłem, że jestem na tyle młody, że nie będzie dłużej alkohol mną rządził. Jestem trzeźwy od soboty i będę robił wszystko co w mojej mocy aby więcej tego syfu nie ruszyć. Chce żyć, mam rodzinę, wspaniała córkę i jeśli nie będę próbował (jest to moja druga próba i mam nadzieję ostatnia), skończę jak mój ojciec, również alkoholik, stracił rodzinę a w wieku 46 lat życie. Miałem 2 lata jak rodzice się rozstali. Jeśli ktoś poświecił chwilę na przeczytanie mojej krótkiej historii odnośnie mojego problemu, będę Wam wdzięczny za jakiekolwiek wsparcie. Wierzę w siebie i wiem, że dam radę. Lecz bez wsparcia jak mój kierowca mówił, nie dasz rady sam, nie wiadomo jakbyś silny był. Miał chole*** rację. Pozdrawiam wszystkich i życzę wszystkim życia w trzeźwości, świat jest lepszy bez tego syfu....
This post was edited by cbx1992 on Oct 27 2024 06:01am