Natchniony wypowiedziami forumowych osłów i brakiem jakiejkolwiek wiedzy, przytaczam kilka ciekawych informacji na jego temat. Wiedzy tej nikt oczywiście w podręcznikach nie przekazuje, ciekawe dlaczego ?
Oczywiście jest to ogólny zarys. Kto kumaty, ten temat zgłębi.
Zwolennicy "wodza" proszeni są o zweryfikowanie informacji na jego temat.
Rynsztok idzie do reportu.
Litewski przybłęda, agent niemiecki i austro-węgierski, “nawrócony” na protestantyzm katolik, z odzyskaniem niepodległości nie miał nic wspólnego.
Powstaniu wielkopolskiemu i powstaniom śląskim nie udzielił żadnej pomocy (wywiązywał się w ten sposób z jego zobowiązań wobec Niemców). Sprowokował nawałę bolszewicką z roku 1920 jego idiotyczną “wyprawą kijowską”. Z bitwy warszawskiej zdezerterował. Zwycięzcę spod Warszawy, gen Rozwadowskiego kazał otruć. A gen. Zagórskiego zaszlachtować. Godłu dorobił w 1927 roku masońskie gwiazdy na skrzydłach. Był żydofilem i patronem masonerii.
Dokonał zamachu stanu gwałcąc konstytucję. Utworzył obóz koncentracyjny w Berezie Kartuskiej.
Jego zamiłowanie do konnicy i szabelki spowodowało, że do jego śmierci polskie wojsko dbało i bazowało głównie na konnicy. Dopiero po jego śmierci wdrożono program modernizacji armii i budowę dywizji pancernych. Za to, że Polska była tak słabo uzbrojona w 1939 roku Piłsudski ponosi odpowiedzialność.
W momencie krytycznym dla powodzenia żydowskiej rewolucji bolszewickiej w Rosji, odmawia współdziałania z gen. Denikinem (IX 1919 r.), co było decydujące dla utrzymania się u władzy bolszewików (Żydów). W tajnych rokowaniach z bolszewikami zapewnił ich, że polski front nie drgnie, dopóki oni nie rozprawią się z „białymi”.
Szeroko popierał sprawy żydowskie. W r. 1927 przyznał obywatelstwo polskie 600 tys. Żydów rosyjskich (tzw. Litwakom), którzy całkowicie opanowali handel, a „zapomniał” o 2 mln Polaków w ZSRR, których w latach 30. mordowano, a resztki wywieziono na Syberię i do Kazachstanu. W późniejszym okresie przyjął 200 tys. Żydów niemieckich. Żadne państwo w Europie nie chciało ich przyjąć zdając sobie sprawę, jakie to przyniesie szkody tym narodom, a wyniszczony naród polski podstępnie opanowany przez Żydów na czele z Piłsudskim-Selmanem stał się cieplarnią dla żydostwa. (Co ciekawe, dzisiaj potomkom Polaków w Kazachstanie odmawia się wizy jeśli nie znają języka, jednak kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców Izraela paszporty do Polski dostaje co rok bez problemu. „My polski? Niech się goje uczą jiidysz!”)
„Nie można polemizować z faktem, że Piłsudski obrósł w legendę, by nie rzec całą mitologię, choć tak naprawdę miał na sumieniu kilka haniebnych czynów.
Zwlekał trzy tygodnie z udzieleniem pomocy Orlętom Lwowskim, tłumaczył się przemęczeniem (!). Kiedy bolszewicy podchodzili pod Warszawę, on załamany i przestraszony, schronił się a majątku swej kochanki Szczerbińskiej, Warszawy bronił Rozwadowski, Zagórski, Szeptycki, Haller, Weygand, dwaj pierwsi byli potem prześladowani przez Piłsudskiego, zdegradowani, więzieni, w końcu jeden został otruty (R.), drugi poćwiartowany (Zagórski). Nie należy też zapominać o dekrecie „O ochronie czci Marszałka w słowie i piśmie”, który był jawnym narzędziem cenzury, Obozy koncentracyjne w Brześciu Litewskim i Berezie Kartuskiej, gdzie trafiła opozycja polityczna. W Pruszkowie działał taki obóz dla bolszewików. Sama działalność Związku Walki Czynnej, w którym zaczynał swą konspiracyjną karierę Piłsudski jest owiana mroczną legendą, była to wg wielu organizacja stricte zbrodnicza.
Doszukiwać pewnych poszlak można by się także w mega wygodnych warunkach, jakimi P. i Sosnkowski cieszyli się w Magdeburgu- służba, codzienna prasa, spacery, gra w szachy, możliwość przyjmowania gości…, a prosty żołnierz gnił w Szczypiornie czy Beniaminowie. Armia za czasów Piłsudskiego nazywana była szyderczo owsianą, nie rozwijał lotnictwa, przemysłu zbrojeniowego, podczas gdy Sowieci i Niemcy pracowali już nad bronią chemiczną. Był pod tym względem zacofany i bierny. Generalnie można w osobie Wodza Naczelnego doszukać się cech chorobliwej podejrzliwości, mściwości, ufał tylko tym, którzy zgadzali się w nim we wszystkim. Na pewno pracował na niego i jego sukcesy cały sztab ludzi, w tym chociażby Ignacy Paderewski, o którym nikt dziś nie pamięta, a który zrobił tak wiele dla Polski na arenie międzynarodowej, podczas gdy Piłsudski zamykał się w Sulejówku czy Belwederze, kiedy miał nastrój to rozmawiał z delegatami kiedy nie to nie… Był zresztą gburem, nie znał języków, nie czytał. Wcale nie był więc takim wspaniałym wodzem, aby otaczać go kultem jednostki.”
Na koniec historia miłosna tego "naczelnika" co lubił poruchać i w końcu zdechł od chorób wenerycznych :
Gdy latem 1924 roku doktor Eugenia Lewicka wsiadała do pociągu w Kijowie, nawet nie przypuszczała, że ten krótki wyjazd na praktykę lekarską stanie się najpiękniejszą, choć jednocześnie najbardziej tragiczną przygodą jej życia.
Wszystko przez to, że dwa tygodnie po jej przybyciu do Druskiennik – malowniczego miasteczka nad Niemnem – pojawił się tam wraz z żoną Józef Piłsudski. Marszałek od pewnego czasu nie czuł się najlepiej i właśnie w popularnym kurorcie miał zamiar odpocząć kilka tygodni. Zamieszkał w małej wiejskiej chacie, w której nie było nawet elektryczności.
Tak surowe warunki bardzo mu odpowiadały. Z dala od ludzi mógł wreszcie rozkoszować się lasem i widokiem swojej ukochanej rzeki. A było mu to potrzebne, bo serce wciąż przysparzało mu kłopotów i czuł się coraz bardziej zmęczony. Pewnego dnia po długim spacerze niespodziewanie zasłabł. Aleksandra, jego żona, natychmiast pobiegła po pomoc.
Zapewne nie przyszło jej do głowy, że przyprowadzi mężowi nie tylko lekarza, ale i... kochankę.
Długie rozmowy nad Niemnem
Doktor Lewicka, która stawiła się przy łóżku chorego, rozpoczęła pracę w Druskiennikach ledwie kilka dni wcześniej. Ta piękna 28-letnia kobieta urodziła się wprawdzie na Ukrainie, ale pochodziła z polskiej szlachty. Doskonale znała język i historię swoich ojców. W głębi serca zawsze czuła się Polką. I choć zupełnie nie interesowała się polityką, wiedziała doskonale, kim jest jej 58-letni pacjent.
Eugenia bardzo spodobała się Naczelnikowi. Była piękna, inteligentna, energiczna i mimo młodego wieku uchodziła za znakomitą specjalistkę od medycyny niekonwencjonalnej. Gorąco propagowała leczenie powietrzem, słońcem, wodą i ruchem. Sama także, wraz z podopiecznymi, codziennie uprawiała gimnastykę.
Od tamtej nocy Piłsudski i Lewicka właściwie się nie rozstawali. Spacerowali całymi godzinami po lesie i wzdłuż Niemna. Rozmawiali, dyskutowali, opowiadali zabawne historyjki ze swojego życia. Aleksandra dawno nie widziała męża w tak doskonałym nastroju. Kobieca intuicja podpowiadała jej zapewne, że między nim a panią doktor rozwinęło się coś więcej niż zwykła przyjaźń. I raczej nie uspokajał jej fakt, że Marszałek jest starszy od Eugenii o 30 lat. Dobrze wiedziała, że ani różnica wieku, ani to, że ma na wychowaniu dwie córki, nie będzie dostateczną przeszkodą, jeśli zechce ją zostawić. W końcu sama wiele lat temu związała się z nim, kiedy był jeszcze żonaty...
Wielka wsypa na wyspie
Po pobycie w Druskiennikach Piłsudski wrócił do Sulejówka, ale tajemnicza znajomość trwała nadal. Marszałek pisał do Eugenii długie listy, a żonę cały czas zapewniał, że koresponduje wyłącznie o rozwoju medycyny w Polsce. Aby uwiarygodnić te słowa, rok po przewrocie majowym powołał Państwową Radę Naukową Wychowania Fizycznego, w której zarządzie zasiadła doktor Lewicka. To miał być koronny dowód, że nie łączy go z nią nic oprócz wspólnej troski o przyszłość kraju.
Sęk w tym, że następstwem tej decyzji było przeniesienie Eugenii do Warszawy. Od tej pory – jako członkini rady – mogła oficjalnie kontaktować się z Piłsudskim. On zresztą także często wpadał na Bielany, gdzie mieścił się jej urząd. Do tego oboje co pewien czas spotykali się w Druskiennikach – ona jako lekarka, on jako kuracjusz. Tyle tylko, że jeździł tam teraz bez towarzystwa żony i dzieci. Pośród litewskich lasów i pól romans nabierał rozmachu, a specjalne służby dbały o to, by nic z tego, co się działo, nie dobiegło do uszu dziennikarzy.
Jednak w pewnej chwili uczucie, jakie wybuchło między kochankami, było tak płomienne, że zaczęło niepokoić nie tylko żonę, ale także najbliższych współpracowników Marszałka. Obawiali się oni, że dla swojej ostatniej miłości będzie on gotów jeszcze raz zostawić sprawy państwa. Postanowili więc działać. I wreszcie po wielu tygodniach starań udało im się namówić Piłsudskiego do wyjazdu na portugalską Maderę. Oficjalnie miała to być podróż zdrowotna.
15 grudnia 1930 roku Marszałek wsiadł do pociągu i w największej tajemnicy pojechał do Lizbony, by stamtąd udać się na wyspę. Miał tam pozostać aż do marca, w towarzystwie pułkownika doktora Marcina Woyczyńskiego – nikogo więcej.
Kiedy tylko wiadomość, że Piłsudski jest już na Maderze, dotarła do Warszawy, wszyscy odetchnęli z ulgą. Nikt też nie zmartwił się faktem, że doktor Lewicka nagle wyjechała ze stolicy. Jak przypuszczano, pozbawiona towarzystwa kochanka wróciła do swoich Druskiennik. Jednak po dwóch tygodniach spokój prysnął jak bańka mydlana. Bo oto w niewyjaśniony do dziś sposób w ręce Aleksandry Piłsudskiej trafiło zdjęcie jej męża z wycieczki łodzią motorową wokół Madery. Obok niego siedziała Eugenia!
Kilka dni później doktor Lewicka pojawiła się w Warszawie – tak samo nieoczekiwanie, jak zniknęła. I do dziś nikt nie wie, dlaczego. Jedni twierdzą, że jej wcześniejszy powrót był zamierzonym planem kochanków, którzy chcąc oddalić wszelkie podejrzenia, zdecydowali się wracać z wakacji oddzielnie. Drudzy sugerują, że w całą sprawę były zamieszane służby specjalne. Miały one przesłać Eugenii szyfrogram, mówiący, że w Urzędzie Wychowania Fizycznego doszło do jakiegoś poważnego konfliktu, i nakazujący jej powrót do kraju.
Co zadziwiające, jej pojawienie się w stolicy zupełnie nie zainteresowało prasy – ani tej wrogiej Piłsudskiemu, ani mu przychylnej. Wyglądało to tak, jakby między dziennikarzami istniała zmowa milczenia. Wrażenie to pogłębiło się jeszcze bardziej, kiedy 29 marca 1931 roku Marszałek wrócił z Madery. Bo choć prasa szczegółowo rozpisywała się wtedy o stanie jego zdrowia i postępach w leczeniu, to nikt nie wspomniał słowem o Lewickiej. A przecież była ona nadal oficjalnie jednym z osobistych lekarzy wodza!
Trucizna i nieznane listy
Jaka siła zmuszała dziennikarzy do takiej solidarności? Być może ta sama, która sprawiła, że po powrocie do kraju Marszałek już nigdy nie spotkał się z Eugenią. W każdym razie nic o tym nie wiadomo. Pewne jest za to, że kilka razy odwiedziła ją Aleksandra Piłsudska i najbliższa przyjaciółka marszałkowej Janina Prystorowa. Wizyty złożyło jej też paru oficerów, których nazwiska do dziś pozostają tajemnicą.
Wkrótce potem, 27 czerwca 1931 roku jedna z urzędniczek znalazła nieprzytomną doktor Lewicką w jej gabinecie. Natychmiast odwieziono ją do szpitala. Okazało się, że przyczyną utraty świadomości jest zatrucie związkami chemicznymi. Lekarze byli bezradni. Mimo największych wysiłków nie byli w stanie określić rodzaju trucizn, jakie dostały się do organizmu kobiety. Dwa dni później Eugenia zmarła. Miała 35 lat. Oficjalnie uznano, że popełniła samobójstwo.
I tym razem co najmniej dziwnie zachowały się media. Bo choć śmierć Lewickiej była prawdziwą sensacją i w stolicy aż wrzało od plotek, to dziennikarze pisali o tych wydarzeniach bardzo lakonicznie. Nawet nieprzychylna Piłudskiemu prasa nie wykorzystała tej sprawy do ostrego ataku. A przecież było co najmniej dziwne, że Marszałek, który nie zawahał się przed zabraniem swojej kochanki na Maderę, nagle zerwał z nią kontakty na prawie trzy miesiące. Czyżby wiedział, co spotka jego miłość? Być może.
Jak zeznał później obecny na pogrzebie Bolesław Wieniawa-Długoszowski, Piłsudski miał powiedzieć mu w kaplicy: „Nawet tego mi nie oszczędzono”. Jeśli to prawda, jest bardzo prawdopodobne, że doktor Lewicka nie popełniła samobójstwa, ale została zamordowana! Za tą wersją przemawia fakt użycia nieznanych trucizn, zmuszenie Marszałka do zerwania z Eugenią i dramatyczne rozmowy, które z nią prowadzono.
Kto wydał wyrok? Tego pewnie nie dowiemy się nigdy. Ale możliwe, że to Aleksandra użyła swoich wpływów w wojsku, aby pozbyć się rywalki. Równie prawdopodobne jest jednak, że palce w tej sprawie maczał polski wywiad. Służby specjalne bowiem podejrzewały, że Lewicka to rosyjska agentka, którą wysłano z Kijowa do Druskiennik z jasno określonym zadaniem. Być może jednak prawda jest jeszcze bardziej dramatyczna. Bo Eugenia mogła zostać zamordowana na zlecenie samego Piłsudskiego!
Do niedawna historycy sądzili, że młodziutka pani doktor była jego ostatnią miłością. I oto w 1995 roku pojawiły się na rynku aukcyjnym w Warszawie nieznane dotąd listy Marszałka. Wynika z nich, że dwa miesiące przed śmiercią Eugenii w jego życiu pojawiła się 30-letnia Jadwiga Burhardt, do której natychmiast zapałał gwałtowną miłością.
Piłsudski był znany z tego, że nie uznawał kompromisów. Kto wie... Być może doszedł do wniosku, że otrucie pięknej lekarki to jedyny sposób na wyrwanie się z diabelskiego trójkąta żony i dwóch kochanek?